Archiwa tagu: papierosy

Retrospekcja papierosa cz.5 – Małpy.

Na budowie kościoła robotnicy pracowali od 7 do 19. Dopiero  jak oni schodzili, to my mogliśmy wejść żeby się ganiać na budowie. Do tego czasu coś trzeba było zorganizować, żeby się nie nudzić.
Jednym z takich miejsc była kępa drzew, na których mogliśmy zrobić wstępną rozgrzewkę. Dużym plusem było to, że na budowę mieliśmy z 200 metrów.
Nie był to jeszcze wtedy teren ogrodzony, tak jak jest to dzisiaj. Ludzie więc sobie tamtędy drogę skracali. A teraz to teren szkolny.
Któregoś dnia podczas takiej rozgrzewki, dróżką przechodziła Pani Kłoczewska, wychowawczyni mojej klasy „c”. I usłyszała z drzewek gromkie „Dzień dobry„. Zatrzymała się. Popatrzyła na nas i spytała, czy wiemy jakim jednym epitetem by nas określiła? Na to Ziomek – Małpy. Babkę zatkało. Nic nie powiedziała, tylko obróciła się na pięcie i poszła. 
Następnego dnia miałem z Nią lekcje.  No i przyznała się, że chciała nas nazwać Palacze. Gdy ten jednak wyskoczył z małpami, to słów jej zabrakło.

Retrospekcja papierosa cz.4.2 – Akcja butelki.

W poprzednim wpisie wspomniałem o butelkach. Teraz poświęcę im trochę czasu. Tym bardziej, że za oknem mam pogodę butelkową. Cały dzień ciapie.

 

Akcja butelki patent pierwszy – zapasy domowe.
Co jakiś czas robiłem przegląd piwniczny butelek, na te co zostają (czyli na soki) i te na skup. Wszystkie na skup myłem, bo mogliby nie przyjąć. Z butelek po wódce trzeba było zdjąć nakrętkowe pierścionki, bo inaczej też by nie przyjęli. Patent nieregularny, groźna była też konkurencja starszego brata.

 

Akcja butelki patent drugi – zbieractwo.
Gdy bardzo przycisneło i nikt nie miał fajek, to ruszaliśmy na obchód terenu. Czyli przeważnie na łąki, w krzaczury i inne tego typu miejsca gdzie chleli. Szukaliśmy tylko tyle flaszek ile nam było w tym momencie potrzeba, czyli np. na dwie paczki.  Zawsze była szansa, że coś się znajdzie przy rurach, dokładnie tych ze zdjęcia.

 

Patent rezerwowy, czarno godzinny. Po prostu byliśmy dzieciakami palącymi fajki. Nie zależało nam na jutrze, ważne było dziś.

 

Akcja butelki patent trzeci – na ślinę.
To już patent bandziorski. W sklepie na końcu Orzechowej, skup butelek był z tyłu. Stała tam skrzynka, w którą ludzie odkładali wyszczerbione butelki. Gdy zanosiłem swoje, to wyciągałem jeszcze ze dwie z tej skrzynki. Szczerbę pokrywałem śliną, wyglądało to tak jakby na butelce zostało trochę piany z płynu. Przeważnie nikt tego nie sprawdzał.
Kiedyś z Robsonem przylukaliśmy, że w skupie jest nowa babka. Wystawiliśmy w okienko wszystkie te szczerbiuchy ze skrzynki, ślicznie poślinione. A ona je zabrała i wypłaciła nam kasę. Dwa dni później próbowaliśmy tego samego numeru, sprawdziła wszystkie palcem. Nauczyła się.

 

 Akcja butelki patent czwarty – oranżadówki na wymianę. 
O to już był numer bezczelny, na pewniaka. Z całej bandy podwórkowych obszczynogów, to tylko ja z Robsonem go robiłem. W sklepie na końcu Orzechowej, przed kasą stały transportery z oranżadą. Ci co pili na miejscu, wstawiali puste butelki w te transportery. Wchodziliśmy do sklepu, wyciągaliśmy te butelki jak swoje i przechodząc obok kasjerki wychodziliśmy ze sklepu. Po wyjściu, od razu na tył do skupu i powrót do sklepu, żeby kupić fajki.
Co dziwne, kasjerki nie reagowały zupełnie, pomimo że widziały co się dzieje. Raz tylko jedna spytała co robimy. Powiedziałem jej że bierzemy butelki. Spokojnie wyszliśmy z Robsonem. Sprzedaliśmy butelki, wróciliśmy do sklepu i u tej samej kasjerki kupiliśmy papierosy.

 

No a później przyszedł rok 1989. Wolność, solidarność, Balcerowicz itd… I skończyły się butelki.