Archiwum kategorii: Wypadło na Mnie

Chorobowe smęty.

Tato ale ty szybko idziesz.

Odprowadzałem Synia na przystanek. To miała być jego pierwsza, samodzielna jazda autobusem miejskim do babci. Mamy z chałupki na ten akurat przystanek pewnie około 799 metrów.
I w pewnym momencie Domik mówi: Tato ale ty szybko idziesz. W pierwszym odruchu chciałem zaprzeczyć, przywalić: Ależ skąd, przecież ja jestem chory. Na szczęście ugryzłem się w jęzor. Młody i tak ma ciężko. A jak na swoje 10 lat i tak jest dla mnie wyrozumiały. 
Miastenia to dziwna choroba, nieźle pokręcona i szalona. Nie lubi Plaga samotności i  przyciąga inne choroby. Potrafi do tańca zaprosić np: depresję.

Zawsze o sobie myślałem, że podobnie jak pewien słynny generał, co to się… nie kłaniał (jego nazwiska nie wymienię, podpowiem jednak, że do 1989 roku, była w każdym mieście nim nazwana ulica), ja również deprechom się nie kłaniam. Była to oczywiście bzdura, jakieś lekkie pojawiały się. To były jednak lekkie luziki, z którymi sobie spokojnie radziłem.
W pierwszej połowie 2013 roku dostałem kilka niezłych ciosów, które ostro mną szarpneły. Być może od tego nawet uaktywniła się Miastenia. Później pomimo, że na zewnątrz niby ze mnie Gepard Czester – na luzie gość. To w środku następowały coraz większe zmiany. I tego luzu coraz mniej.

Po rozpoznaniu Miastenii, próbowałem dalej robić wykończeniówkę. W lipcu 2014 roku drugi raz trafiłem na oddział neurologii. To już był rozwód z zawodem którego się uczyłem i wykonywałem od 2000 roku. Lubiłem ten zawód i wierzyłem, że zawsze pozwoli mi zarobić na chleb. Byłem też dumny, że może nie jestem siłaczem ale za to mam bardzo dużą wytrzymałość na długi wysiłek fizyczny. A to Miastenia całkiem mi zabrała.
Musiałem szybko coś wymyślić. Nie chciałem siedzieć w chałupie i się użalać nad sobą. A najlepszym lekarstwem jest działanie. No to wróciłem na uniwersytet by dokończyć III rok historii. Nie powiem, w tym momencie tyłek mi to ratowało. Wychodziłem z domu, okazało się, że stypendia mi przysługują, więc kasiuty trochę też było. Latem 2015 trochę jeździłem z Domikiem po Polsce tak na przypał, przed siebie, dziś tu jutro tam. W sumie 2500 km. tak zaliczyliśmy. Starszy Syn nie chciał z nami pojechać.
Z rozpędu zapisałem się na magisterskie. Tu jednak porażka. Już wiedziałem, że mocno odstaję od Młodych. Pamięć bardzo siadła. A Historyk musi ją mieć niezłą. Miastenia też coraz bardziej postępowała. I ja się coraz bardziej zmieniałem. Nerwowy, drażliwy, izolujący się. Zaczęło mi już nieźle walić po emocjach i zachowaniach. Coraz więcej czarnych myśli i użalania się nad sobą.

                                                Czarne kruki – czarnych myśli.

To co miałem robić? Chociaż nie chciałem, poszedłem do specjalisty w grudniu 2015. Psychiatrze opowiedziałem wszystko, przypisał leki. Mam wrażenie, że w fatalnym 2016, ratowały mi dupkę. Stan mój mniej więcej od roku jest umiarkowany. Nie ma dnia bym swej Miastenii nie czuł. Wsparcie farmakologiczne łagodzi wpływ ciężkiej choroby na moją psychikę.
Wrócę jeszcze do Synów. Kiedyś tak sobie planowałem, że będę brał starszego jak skończy 15 lat w wakacje do roboty. Będzie ze mną pracował, nauczy się trochę roboty, tym bardziej że mądry jest. Nie po to żeby tyrał tak jak ja, ale… taki fach zawsze może się przydać.
Młodszy to wulkan energii. Tylko by biegał, skakał, wywijał koziołki, w wodzie siedział cały dzień. A ja się wstydzę, gdy mówię: …Nie dam rady, …nie mam sił, …muszę odpocząć, …źle się czuję. A niestety mówię to często.
I zbierają się czarne myśli, sącząc w duszę jad…
Gdy Synio wsiadł do autobusu, powoli noga za nogą, powlokłem się do chałupy. Na pewno już nie szedłem szybko. A każdy kolejny krok był coraz wolniejszy i bardziej ciężki.
Wydaje mi się, że Miastenia wymaga szerokiego, kompleksowego podejścia, z różnych dziedzin nauk medycznych. Więc to nie tylko neurolog ale również inni lekarze specjaliści powinni się nami zająć, konsultować i radzić. A niestety mam wrażenie, że często jest takie podejście: Ja w swej specjalizacji zrobiłem już wszystko, a reszta mnie nie obchodzi. I my chorzy zmuszeni jesteśmy dalej błądzić w poszukiwaniu odpowiedzi.

 

Wypadło na Mnie.

Na maturze ustnej z języka polskiego dostałem ocenę bardzo dobrą. No i zdziwko mnie jebło. Serio, serio… Byłem tak zaskoczony, że podczas ogłaszania ocen, poprosiłem Panią Dyrektor Poszalską o powtórzenie. A Ta jak zwykle łypnęła na mnie surowym wzrokiem i wygłosiła tekst z takimi ozdobnikami, że ho ho. Najważniejsze – potwierdziła.
Z tym zdziwkiem to nie przesadzam. Z trzech pytań, do dziś zapamiętałem tylko jedno. Chodziło o pokrzepienie serc Potopie Sienkiewicza. No to pierdaknołem im wykład o wojnie, bardziej znanej jako Potop Szwedzki, nic nie mówiąc o jakichś sercach. Na drugie coś tam bredziłem. A na trzecie to powiedziałem, że nic zupełnie nie wiem. Więc moje zdziwko z oceny, było jak najbardziej uzasadnione.
Nie wytrzymałem i spytałem Polonistę z komisji, już wtedy starszego pana: Dlaczego ja? A On krótko wypalił: Ktoś musiał dostać. Wypadło na Ciebie. Zaczął co prawda tłumaczyć, że tak fachowo o tej wojnie mówiłem, aż po chwili nikt już nie słuchał oprócz Polonistów. No i że nieźle nawijałem, to piątka się należy. To wszystko jednak nic. Te dwa krótkie zdania stały się częścią fundamentu filozofii mojego życia.
Czasem gram w toto lotka. To znaczy w lotto. Często proszę o ten kupon trafił, no i naprawdę nie wiem dlaczego mi się zawsze trafia ten chybił. A tym bardziej, że jestem od kilku lat bardzo grzeczny. No więc piątka to powinna mi się chyba ustawowo należeć. Skłamał bym gdybym napisał, że nigdy nic nie trafiłem. No przecież raz trójka była.
A co te lotto ma do rzeczy? Hm, właściwie to już może przejdę do meritum. Kasiuty w loteriach nie wygrałem, za to dostałem rzadką chorobę. Podobno jest nas w Polsce 3500 – 5000 chorych. Wypadło na mnie, mam Miastenię Gravis.
O tym właściwie będzie ta kategoria: Wypadło na Mnie, czyli chorobowe smęty. Może ktoś pytać, co to ma wspólnego z patologią? A ma i to dużo. Jako osoba niepełnosprawna, mam pewne przywileje i ułatwienia które nie przysługują zdrowym (I z których staram się jak najbardziej korzystać). I w zależności od ideologiczno – polityczno – umysłowego punktu widzenia, mogę być postrzegany jako pasożyt na zdrowej tkance społecznej.
Czyli PATOLOGIA.