Pies… to pies

Tak. Nie zaglądałem tu już ponad rok. To trochę czasu. I mam duże wątpliwości czy jeszcze to ma sens. Przeważnie tytuł w jakiś sposób mnie naprowadzał na to co pisać, a dziś zupełnie nie wiem. Może więc niech będzie: Pies… to pies

Jestem oczywiście w pracy. No bo przecież tak najlepiej mi się pisze. Dziś całkiem fajny dzień. Deszcze ganiało, to i spokojna niedziela. Nie było żadnych rowerzystów, motorowców, spacerowiczów co to po niedzielnym obiedzie lezą na spacer przez budowy, uruchamiając alarmy

Tak, tak. Jestem od ponad roku stróżem na budowie drogi ekspresowej nr.19. I muszę przyznać, w jakiś sposób potrzebna mi była ta zmiana. Byłem już zmęczony i potrzebowałem złapać stan „wyjebania” na wszystko. A w pracy udało mi się to koncertowo. Nawet w pewnym momencie śmiałem się, że w pracy jestem na wczasach. Od maja do sierpnia miałem obiekt 100 metrów od lasu. I to nic, że to był blaszany budowlany kontener… Ale ten spokój był bezcenny

No i co? Wczasy jak się patrzy… A jak się nie patrzy to też wczasy. Czasem przy sobocie czy niedzieli, gdy ludzie przemykali na spacerach to nawet słyszałem komentarze pełne zazdrości, że tak to można pracować. Śmiałem się, że jestem w powrocie do przeszłości. Bo czy się stoi, czy się leży. Dwa tysiące się należy. Co ciekawe, faktycznie prawie tyle mi wpływało na konto

Znów nie palę. Zrobiłem sobie prezent na urodziny. I to było ciężkie. Jeszcze nigdy nie miałem takich głodów. A oczywiście pojechałem równo po bandzie… Czyli bez żadnych wspomagaczy i uspokajaczy. Albo przetrwam na dupościsku albo zapalę. Oj popieprzyło mnie już całkiem. Na szczęście miesiąc już minął. I już jest całkiem nieźle

Zmęczony już jestem. I chyba nie ma co na siłę się kopać z samym sobą. Napisałem tyle… I tyle na ten moment wystarczy. Spokojnej nocy. A jutro jest poniedziałek. I wekend… A co? Kto bogatemu zabroni