Czy jeszcze jestemPatologią???

Oj dawno już tu nie zaglądałem. Dawno. Taki rok… 2018. No dobra, przyznam się. Złapałem bardzo dużego niechcieja do tego mojego bazgrolenia. Złapałem i już, a teraz to ciężko tak zacząć od nowa.
Ciężko pracowałem w tym miesiącu. Oj tak ciężko, że już od 8 sierpnia mam wolne. Trochę urlop, trochę odpowiednio ułożony robotniczy grafik i pa bam… Do końca miesiąca wakacje. A jak się nie zadzieje żaden psikus losowy… tfu,tfu przez lewe ramię…, to do pracy wrócę w połowie września. Tak, w tym roku wybieram urlop jak się da, a jak się nie da, to też wybieram. Zespryciłem się po doświadczeniach z ubiegłego roku, gdy wygonili mnie na urlop w listopadzie. Zimno, mokro, ponuro, kasiuty brak.
O nie, w tym roku wakacje pełną gębą. Pod koniec czerwca włóczyłem się z Syniem po Podlasiu, Warmii i Mazurach. Bez jakiegoś wyraźnego planu, ot tak przed siebie, to tu, to tam. Spanie w samochodzie, pierogi z Biedronki, moczenie dupek w bajorach…

Oj chochlik fotograficzny, jakaś tajemna Plaga mi w fotkach zamieszała. No oczywiście w jeziorach (patrz niżej).

Lasy, pola, jeziora, bunkry, zamki, rycerze… Miałem nawet taki plan, by prowadzić dziennik włóczęgi, lecz w Michałowie dałem Syniowi lapka, by Świat według Ludwiczka pooglądał. No i prądy się w rezerwowym akumulatorze skończyły. Może to i dobrze. 
Teraz Pokemunik dupkę w Bałtyku moczy. Jak co roku, pojechał z Babcią. A ja mam autko pod korek zatankowane, no i kilka złotówek z wypłaty jeszcze się w portfelu błąka. Nie, nie boję się samotnej włóczęgi. Przerabiałem ten temat kilka razy w życiorysie. Po prostu z Syniem weselej. No ale jeszcze pod koniec sierpnia, do Wielkopolski na kilka dni podbijemy. 25 sierpnia to oficjalnie, pod krawatem. A później luzik i przed siebie.
No dobra, kołuję i knuję, bzdety piszę, a tu tytuł nietknięty czeka. Niestety zaczyna się nudna część, dlatego Minister Zdrowia zaleca zmianę kanału TV.
Błysk na bloga, a właściwie jego nazwę, powstał pod wpływem zawirowań społeczno-politycznych towarzyszących 500+. A szczególnie negatywnych komentarzy padających na forach internetowych. Wydumałem sobie, że to będzie taka trochę szydera. No po prostu średni luzik
A teraz to mam mocnego myślowego dylemata, czy dalej jestemPatologią jest aktualne. No bo nie dość, że pracuję. Co prawda za najniższą krajową, ale pracuję. To jeszcze bardzo ważna instytucja ZUS, w swej niezgłębionej mądrości, przyznał mi rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy w lipcu. Aż na cały rok… No to moje dochody tak gwałtownie i zawrotnie do góry poszybowały, że wypadłem z kryterium dochodowego 500+. I zapewne niedługo przyjdzie decyzja, że dla młodszego Synia, który od grudnia ubiegłego roku jest dzieckiem pierwszym, 500+ nie przysługuje. No cóż bywa i tak. Wcześniej sobie radziłem, lepiej czy gorzej, ale radziłem. To i teraz poradzę. 
Nazwa fajna, ale zagwostka jest. No bo, co prawda mam w życiorysie okresy patologiczne. Palenie papierosów w małoletnich latach. Zabawy w berka na budowie kościoła i plebani (O to dopiero patologia, za to mi pewnie klepną co najmniej 100 lat czyśca za każdy rok tej zabawy. Na szczęście było tylko 4 lata tej gonitwy.) Odloty alkoholowo-narkotykowe. A przecież to wszystko przy patologii 500+ wydaje się takie małe. Już miałem nawet plan, żeby koszulkę sobie sieknąć z hasłem: jestemPatologią, biorę 500+. Ech i kolejny sprytny plan poszedł się pierd…, no gwizdać się poszedł. Jejku, teraz to mi już nawet poklnąć nie będzie wypadało. 
W ostatnich tygodniach zauważyłem coraz więcej opinii, że jestem również Warchołem, nieczułym na dobro Polski, bo braniem 500+ doprowadzam kraj do ruiny. A Rogaty tak mi fajnie klepał za uszami:
– Jesteś normalnie AS.
Cóż, trzeba chyba iść na spacer. Może jakiego dużego głaza spotkam.

To chociaż może go kopnę…