Tytułu brak…

Jak w tytule, tytułu brak. A później, jeżeli coś wymyślę, to gumka w łapkę i się dopisze.
Już od jakiegoś czasu ciężko mi się pisze. A właściwie to nie pisze. Tak to bywa i już. Nawet jeden szkolnikowy Kumpel, co to w latach młodości był niezłym Wywrotowcem, a  obecnie jest poważny, że ho ho… Powiedział mi, że smęty piszę.  Coś w tym jednak jest…
Jest sobota, jestem w pracy do rana jutro. Cisza, spokojnie (na razie,  tfu… tfu… bo przecież może być jak w mądrości ludowej: spokojnie jak na wojnie, a tu nagle jak pierdolnie). Śniadanie zjedzone, miasteniczny dopalacz łyknięty (To dziwne jak życiorys potrafi psikusy płatać. Kiedyś wciągałem dragi, bo nie umiałem lub nie chciałem realnie żyć. A dziś leki łykam, żeby móc pożyć). I zaraz drugą kawę zdziałam. I dumam co by tu napisać. No bo małymi kroczkami mam zamiar wrócić do blogowania.
Dziś muzycznie lub muzykalnie. A na tapetę idzie Dezerter.
W 89′ z jakiegoś wyjazdu, starszy Brat przywiózł płytę z nazwą Dezerter. Na okładce czerwony sztandar z trzema głowami. Jak tylko mogłem, tzn. gdy Brat wychodził z chałupki, to wrzucałem płytkę na adapter i słuchałem. Gdyby mnie dorwał wtedy na ruszaniu jego płyty, była by ostra draka. A później z kumplem Pietką, który również słuchał tą płytkę, czasem śpiewaliśmy sobie na papierosowej szkolnej przerwie.
Od wydania tej płyty mineło już prawie 30 lat. W tym czasie moje muzyczne zainteresowania też podążały w różnych kierunkach, zaczepiając o inne style i gatunki. To jednak ta płyta znajduje się na mojej prywatnej liście dzieł muzycznych, do których chętnie, co jakiś czas wracam.  
No dobra, a teraz coś czego za małolata nie rozumiałem. A dopiero poprzez doświadczenia życiorysowe załapałem.

Drugą dezerterową płytą, do której często wracam, jest wydana w 92′ Blasfemia. Gdy tylko pojawiła się w sklepach, to od razu kupiłem wydanie na kasecie. I gdy muzyka popłynęła z głośników, to wyrwało mnie z tenisówków. A nawet teraz, po latach, gdy ją słucham, to ciary jadą mi po grzbiecie.
Teraz atakowany z każdej strony, przez różne media rządowe i opozycyjne (A w pracy, w zwykły pracujący dzień, skazany jestem na brzęczącą nad głową betoniarkę, w której obowiązkowo ma być włączone TVP Info. Dlatego po powrocie do chałupki, dla zachowania równowagi, przeglądam Gazetę Wyborczą.), często wracam do tego utworu.

Cholerni jasnowidze… A może czarnowidze???
Tak się teraz zastanawiam, co jest takiego w tej płycie, że od tylu lat jest jedną z moich najulubieńszych. Może to, że chociaż dosyć ciężka, jest melodyjna. I to, że teksty też się tak jakoś wplatają w mój życiorys. No bo przecież jeden z jego rozdziałów był taki:

A w momentach, gdy życie zaczynało mi ciążyć to:

W 93 roku, chyba w kwietniu, byłem razem z serdecznym Przyjacielem Marcinem na koncercie Dezertera. Grali w Domu Socjalnym Biawena. Ludziów przyszło mało, może dlatego, że kilka dni później miał grać Kult w amfiteatrze. Pomimo tego, chłopaki fajnie zagrali.
W tym też roku, moja dalsza droga z Dezerterem rozeszła się. Ja uderzyłem w kierunku bluesa. A i  zespół po odejściu basisty  Pawła Piotrowskiego, zmienił się muzycznie.
Uff… Mocno wymęczony, ale jest. No i od czegoś trzeba powrót zacząć. No i zarobiłem na drugie śniadanie. Minęła też jakaś część pracowniczej doby. Wieczorem zjem obiad, a rano kolację. I cztery dni wolnego. Znów na 24 godziny pracownicze. I 13 dni wolnego… Czyli, jak mówił na budowie MajsterAmeryka, tylko bez dolarów…
I w końcu nie wymyśliłem tytułu, więc już zostanie tak jak jest.
 

180 myśli w temacie “Tytułu brak…”

  1. Сериал и фильмов о Чернобыль было очень много, все они по-своему интересны. Однако именно американский канал HBO создал действительно интересный. Сериал чернобыль. Новые сериалы онлайн хорошее качество.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *