Tak na smutno…

Tak na smutno… taki sobie roboczy tytuł wpisałem. Zawsze zaczynam pisać od tytułu, to mi jakoś tak ułatwia dalsze klepanie literek. Ostatecznie na koniec mogę przecież zmienić.

Dziś nocka pracownicza. I ten utwór zespołu Kino bardzo mi pasuje do nastroju. Termometr w telefonie mówi mi o dwucyfrowej minusowej temperaturze na zewnątrz. Na razie jest tylko 12 stopni. Już koniec lutego, a dopiero teraz takie kilka prawdziwie mroźnych, zimowych dni. No ale jak zimno, to zawsze mogę wrzucić sobie piosenkę o ognisku.

Rano pożegnam się z Kumplem z naprzeciwka, tym od Dzień Dobry. To już ostatnia moja zmiana na Okulistyce. Przynajmniej na razie. I choć co do nowego obiektu, przyszłość jest niejasna i mętna, niczym w szklanej kuli. To w grafiku marcowym, tu już mnie nie ma. Może to i dobrze. Zmęczony jestem tym miejscem.
Są takie momenty, gdy skręcony przez Miastenię, nie mam sił, energii i wszystko staje się takie beee… I wtedy tak łatwo do mej jełopki zakrada się patologiczny szaleństwa duch. I szepcze słodko łajdak:
– Ej Gościu. Nie masz sił? Sieknij kreskę… 
To już ponad 10 lat jak nie tykam amfetaminy. Dupsko uratował mi wtedy Synio. Choć malutki i nie wiedział co się dzieje, to wyczuwał, że coś jest nie tak. Patrzył na mnie, tatę-zombi… No patrzył tak, że coś we mnie pękło. Dotrwałem do rana. Kilka następnych dni też przeżyłem bez białego szmuliwa. I tak aż do dziś jestem grzeczny. I tylko w gorszych momentach odzywa się w głowie głos. Mówię sobie jednak:
– Łże bandzior, choć ładnie gada.
Paradoksalnie, choroba sprawiła, że mam więcej czasu. Nie muszę się śpieszyć i nigdzie biec. Zresztą jak tu biec, gdy z chodzeniem często są problemy. Mam też już kilka lat doświadczeń i zauważyłem, że jak się śpieszę i zaczynam pędzić, to zaraz zapala się czerwona kontrolka i system wysyła komunikat:
-Uwaga!!! Brak energii. Uwaga!!! Brak energii.

…Siedzę na ławce, patrzę na słońce
Chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę
Chyba już nigdy nie będzie lepiej
Nie będzie dobrze, więc się nie spieszę…

Często zmuszony jestem przymusowo leżakować. I pozytywem, w tym negatywie jest to, że mogę wykorzystać ten czas na czytanie. Oj nadrabiam te wszystkie lata, gdy nie miałem czasu… Gdy pędziłem…
I właściwie to tyle. Już po północy i w kalendarzu już poniedziałek. Do rana bliżej, niż dalej. Słowa też jakoś już mi ciężko do głowy przychodzą. Ostatnie tygodnie w mym życiorysie nie należały do lekkich, więc tytuł smutny zostanie. I… dość. Wyjdę, popatrzę na zmarznięty świat. No bo między innymi za to mi płacą. Kawę wyżłopię, czekoladą zagryzę. I aby do rana.
No i z Kumplem dzień dobry sobie powiemy…
 

2 komentarze do “Tak na smutno…”

  1. Smutno trochę, rzeczywiście 🙁 na kreski szkoda życia, już nie te lata żeby tak cenny czas oddawać białemu szaleństwu. Plus za szczerość, mało kto się na nią zdobywa. Może przyjdzie wiosna to i myśli staną się cieplejsze…

    1. Herbatko Beatko nie jest tak źle. Tak czasem tylko w pustej jełopie przez chwilę taka myśl się poobija.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *