Pierwszy po długiej przerwie.

Od rana widzę tego wesołego Facecika ze ściany bloku na przeciwko. Pozytywny jest bardzo i jeszcze Dzień Dobry woła. I choć za oknem zimowo-roztopiony ponury krajobraz, to Gościu za darmo mi sprzedaje, promyk pozytywnej energii.

No wiem, już kilka razy się pojawiał. I pewnie nieraz jeszcze wskoczy na tapetę. Ale jest sobota, ciężko (???) tyram od siódmej rano. I tak sobie wołamy z Facecikiem przez ulicę: Dzień Dobry…
Dawno już nie pisałem. I mam trudność żeby zacząć. Tak jakoś przez ostatnie miesiące wyszło. Posucha myśli w jełopce.
Przez ostatnie miesiące dosyć mocno z Koleżanką Miastenią się siłuję. Tzn. ja bym chciał się posiłować ale nie mam sił. A ta Plaga korzysta z tego i tak bezkarnie mi dopieprza, a to z bekhenda, a to z obrota kopnie. Ostatnio gdy przez chwilę czujność straciłem, to z kolanka mi dojebała. Nokaut całkowity. Prawie dwa tygodnie grypa mnie trzymała a Miastenia nogi przetrąciła. 
Czas już chyba na kawę, drugą dzisiaj. No ale już 9 godzina. O tak, zdecydowanie to ten moment. Czajnik pyk, niech pyrkoce. Kawa do szklanki wsypana, świeżynka z porannego w chałupce mielenia. Taka drobna przyjemność, no bo w końcu coś z życia trzeba mieć. No i jak mówił Wojtek, trzeba łyknąć kawę na potencję siusiania…
Zakończyłem karierę studencką. Już w listopadzie zaczęła się tak jakoś droga pod górkę robić. I wiatr jak na złość w oczy wiał. I chociaż w pracy grafik miałem tak ustawiony, żebym na zajęcia mógł chodzić, to coraz częściej przymusowo w chałupce zostawałem. A nie będąc na zajęciach, to tylko traciłem. Nie mogłem kupić nowych wiadomości. Czy żałuję? Trochę na pewno, niestety Miastenia nie zostawia zbyt dużo przestrzeni. Mógłbym co prawda zamieszać,zakręcić i zaliczyć przedmioty. Tylko po co? Żeby dostać kolejny dyplom?
Idę sobie zaraz. Na obchód obiektu pójdę. Pracodawca dba o mnie, w ramach obowiązków pracowniczych na spacery wysyła. I to wszystko dla zdrowotności. No bo 12 godzin na kręcidupcu to można zwariować. A tak na obchód obiektu idę. A później herbaciurę zaparzę i śniadanie opędzluję. No dobra:
– Na spacerniak wyginaj bambosze Gościu. 
 Teraz to ja mogę z głodnym pogadać.
Coś dziś sporo Ludziów się po klinice kręci. I pod izbą też dużo siedzi. Lukam co chwila w telewizorki, żeby być na bieżąco z akcją sobotniego serialu. Za minut pięć minie już 5 godzin dzisiejszej dniówki. Czyli jak to mówią: Bliżej już, niż dalej. No i fajrant. Jutro nocka i dwie doby wolnego. W środę dniówka, no i koniec stycznia. 
Szkolniki mają już ferie zimowe. Całe dwa tygodnie. A śniegu tak naprawdę jak nie było, tak nie ma. No bo to co spadło do tej pory, trudno śniegiem nazwać. A już w takiej Gazecie Wyborczej przeżywają, że koniec mrozów i idzie duże ocieplenie. Tak jakby wyjątkowo mroziło tej zimy. Szkoda mi tylko Pokemunika. Poszedł by do wąwozu pozjeżdżać, tym bardziej że ma blisko. Tak ze 300 metrów od chałupy. Chyba już pora nauczyć Go grać w Tysiąca, przy okazji będzie korzyść edukacyjna. Będzie musiał trochę liczyć.
To już kolejny rok. Nawet 2018-ty. I co prawda to już prawie koniec stycznia, a że to pierwszy wpis od dawna, to tak może muzycznie podsumować:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *