Pół-metek.

Siedzę w pracy za bufetem… Tzn. za ścianką z blatem marmurowym. No bo dziś robocza doba w ważnej lub ważniackiej instytucji. A za 15 minut, o godzinie 18, sieknie mi półmetek tej roboczej doby, czyli odfajkuję 12 godzin. Druga dwunastka, to już bajki. Leci z górki lub jak mówił Majster: Bliżej już, niż dalej. Fajrant, czapka na głowę i hajda do chałupy. Oj miał ten Majster takie gadki, że czasem z tenisówków wyrywało. 
Siedzę, piszę i żłopię kolejną kawę. Tak wiem… Żłop jestem… Ale oka dwa, otworzyłem dziś o 3:50. Czas jednak na muzyczny przerywnik. Wczoraj mi się przypomniał Proletaryat i tak za mną chodzi…

A propos picia kawy lub bardziej jej dużych ilości. Czasami słyszę ostrzeżenia, że mi serce stanie. I w takich momentach maska, tak jakoś sama mi się cieszy, bo przypominam sobie wierszyk, który nam w Zabłociu sprzedał jeden Gospodarz:
Mówi Chuj do Serca:
 Serce Me kochane.
Czemu Ty nigdy, tak jak Ja nie staniesz.
A Serce na to:
Ty Chuju głupi, Łbie Cielęcy.
Jak Ja stanę, to Ty nigdy więcej. 
Może o tej robocie w Zabłociu kiedyś napiszę. Oj działo się, działo. No i nic dziwnego, gdy w specyficznych warunkach, za robotę wzięła się ekipa czubków. Czarek Wróbel, na co dzień zakręcony jak baranie rogi. Majster i jego teksty. Janek co… Oj Ten też miał odpały. No i ja… Krótko – Banda… Pi… pi… pi… 
Wrobiłem się z tymi studiami, oj wrobiłem. I teraz się w jełopkę drapię: Po jakiego Szpaka, mnie to było potrzebne. Tak sobie spokojnie przez ostatni rok żyłem. Praca – dom. Oj chyba za dobrze mi było. I tak kobdykam w galopie albo jakiej karuzeli: dom-praca-studia. A nad tym wszystkim dodatkowo unosi się Miastenia i często grozi paluchem: Uważaj Patologio, wyżej D…uszy nie podskoczysz.
Żebym jeszcze poszedł na jakieś ważniackie studia: medycynę, prawo czy… no wiadomo, takie tam, co to w CV ładnie wyglądają. A to nie, załapałem się na Archiwistykę. I teraz… Dobra zmiana tematu.
Od 2009 dzielę rok na dwie pory: Pora ciepła i pora palenia w piecach. I niestety już ta druga nastała. Czyli półmetek roku… Ha, normalnie znów mi się to zazębia z tytułem… No bo normalnie, kotłować będę w piecach 6 miesięcy. Do końca marca, a nawet i trochę w kwietniu. Mam tylko nadzieję, że piece dociągną do tego czasu i nie zastrajkują.
Obchód obiektu zaliczony. Czujnym okiem sprawdziłem ciemne zakamarki. Drzwi pozamykane, światła pogaszone. No i dobrze się wstrzeliłem, bo teraz się rozpadało. I to całkiem mocno. Jeszcze ułożę jakiś zdań misterny szyk i będę mógł zjeść kolację. Ojej… Mam błyska wspomnieniowego… W ubiegłym roku, w listopadzie takie się do mnie w odwiedziny, zlatywały Kolegi:

Głodny jestem, czas więc kończyć to bazgrolenie. Zresztą odcisków już od klawiatury dostaję. Tak więc na zakończenie, jeszcze się pożalę. W jednym z komentarzy facebukowych, Ilona mi zleciła myśli przelewanie. No i tu rodzi się poważny problem.
– Po pierwsze, jak za dużo myślę, to mnie głowa boli. 
– Po drugie, od jakiegoś czasu, bardzo rzadko głowa mnie boli.
– Po trzecie, wyniki rezonansu magnetycznego głowy są niestety negatywne, nic w niej nie mam.
– Po czwarte, z pustego czerepu to i Zdzisio Keczup nie zaczerpnie.
I tyle. Czas na kolację.