Wieża mych możliwości… ( i ciśnień )…

Mieszkańcom Białej Podlaskiej ten widok jest znajomy. Jeszcze lepiej znają go ci z Woli. I nawet zagubieni podróżni na dworcu PKP, też go widzieli. Tak, to Wieża Ciśnień.

Mi bynajmniej towarzyszył od… Hm, w zasadzie od kołyski. Dziadkowie mieszkali niedaleko, pewnie ze 300 metrów od… Na ulicy Kościuszki, w kolejowym bloku. Przechodziłem często przez ten mini park na skraju którego stoi wieża, w drodze po lody czy na autobus.

https://www.google.pl/maps/@52.0213453,23.1322916,255m/data=!3m1!1e3?hl=pl

W późniejszym wieku, zdarzało się, że to był przystanek w porannych powrotach do domu… Czasem wręcz leżakowy… To przecież tędy wiodła najkrótsza droga z ognisk u Marcina. A że to było plus – minus połowa drogi, postój przysługiwał. A ostatni raz? Ostatni to chyba z Robertem, gdy się spotkaliśmy po długoletnim niewidzeniu… Gdzieś w połowie ( z lekkim wskazaniem na tą drugą połowę, czyli gdzieś w jełopce mi krąży 2006 lub 2007 rok) pierwszej dekady XXI wieku, późnym wieczorem, chyba październikowym. No bo było jeszcze dosyć ciepło, choć już mokro i liściasto. I tak się przecieły nasze dróżki na Serbinowie. I było tak jak w tej piosence:

Nie było co prawda czterech pustych, ale dwie… I też popłyneły wspomnienia w nocnym cieniu wieży ciśnień. I tak mi w tym momencie refleksyjnie błysło. Ile takich nocnych rodaków rozmów ta wieża się musiała nasłuchać…
Z Robertem to my byliśmy takie kolegi podstawówkowe. Grasowaliśmy razem po osiedlu, poznając jego różne zakamarki. Gonitwy na budowach, przygody na rurach, łąkach, harcerzowanie itp. A później nasze drogi się rozeszły całkowicie. Każdy już pognał w swoją stronę. A może inaczej: każdy już miał swoją opaskę na oczach i wszedł na swoją życia linę.
Okej, tyle tytułem wstępu. Choć nie… Jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Wieża tak mi się trochę kojarzy z wysiłkiem, ze wspinaniem się po pierdykanych schodach. Szpak wie po co Chyba żeby tylko spojrzeć na świat z góry. A ciśnienia? No a jak tu żyć bez ciśnienia? Nuuuda…
Piszę – więc jestem w pracy. Oczywiście jest to już drugie podejście do tego tematu. Pierwszy raz namiętnie waliłem w klawiaturę w nocy z 17 na 18 czyli z soboty na niedzielę. Wiedziałem już, że teoretycznie to do końca miesiąca mam wolne, no bo kwartalny limit godzin wyrobiłem. A pracodawca nie jest taki bystry, żeby za nadgodziny płacić. Całe szczęście, że na tym obiekcie nie mają wyjścia. I tak za dzisiaj mam wyższą stawkę… A gdy przy wypłacie będzie o garść grosików więcej, to…
… To jest już 4:35 piątek rano. Wczoraj wieczorem napisałem tylko kilka zdań i padłem. Normalnie mózg mi się zagotował, zwarcie instalacji i zawiecha systemu. I nie bardzo reset twardego dysku pomógł. Dalej jestem zamulony. I to jest chyba to, jeśli chodzi o temat. To moja wieża możliwości…
W niedzielę rano wróciłem z pracy i leżakowanie, a później kręciłem jak ten smrodek po gaciach. W poniedziałek wróciłem do tematów remontowych. I tak dociągnąłem do wtorku. W środę wywrotka, no bo remontówka + upał= leżysz gościu i łapiesz powietrze. Oj tak mnie już w środę sponiewierało, że dałem radę tylko kilka spraw z rana załatwić. A w czwartek pognałem do pracy, z której za dwie godziny wyjdę. Wrócę do chałupy i trochę się ogarnę, uczeszę i może ogolę ( mam znowu sumiastego wąsa ). I do szkoły na zakończenie roku. Nie chce mi się, ale Synio prosił. Więc nie chcem, ale…
I taka jest chyba wieża moich możliwości. Chciałbym, bardzo bym chciał, żeby była wysoka. No taka prawie jak ta Babel, ale… Właśnie te ale, te nieszczęsne brakujące „z” w besensie. I wieża robi się taka jakaś niziutka. Kiedyś bym ją z pieśnią na ustach przeskoczył, a dziś? A dziś tylko tyle, a może aż tyle mogę zdziałać. I rodzą się ciśnienia, no bo ja tak nie chcę. To nie po mojemu. Jak to nie dam rady??? Ja tak nie chcę!!!
I są takie dni gdy stoję przed lustrem, a za plecami Koleżanka Miastenia szyderczo się śmieje: Tak Patologio, wyżej Szpaka nie podskoczysz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *