Jak piłka…

Dorota Gellner

Piłka

Po cichutku, po kryjomu,
Wyskoczyła piłka z domu.
Hop! Hop! W górę! W dół!
Przeskoczyła świata pół.
Zatrzymała się pod płotem,
Zatańczyła z burym kotem.
Hop! Hop! Raz i dwa!
Obudziła złego psa!

Gdzie jest teraz? Pośród kaczek.
Kaczki kwaczą: kto tak skacze?

Ale piłka dalej zmyka.
Patrzcie! Wpadła do kurnika.
Hop! Hop! W górę! W dół!
Przestraszyła stado kur!

Gdy odpocząć chciała chwilę,
Siadły na niej dwa motyle.
Każdy z nich pomyślał tak:
– Jaki duży, piękny kwiat!

Biała koza, białą nóżką
potoczyła piłkę dróżką.
Pędzi piłka w stronę wiadra.
Bęc! Do zimnej wody wpadła!

– Oj! Do licha! – rzekła brzydko –
chcę do domu! I to szybko!

Choć nie miała wcale nóg,
Przeskoczyła – hop! – przez próg.
Zatrzasnęła z hukiem drzwi
i pod łóżkiem grzecznie śpi.

Taki fajny wierszyk czytałem Syniowi, gdy miał kilka lat. Chciałem już napisać, gdy był Mały. Problem w tym, że On nigdy Mały nie był. Już gdy się pojawił w styczniowy, mroźny, niedzielny poranek, to położna przepowiedziała, że będzie wysoki. A wywróżyła to na podstawie dużej stopy. I się kurcze spełnia.
Dużo ostatnio tych odniesień do piłki. Dumałem dlaczego??? I tylko jedna odpowiedź mi błysła: slapstick. A dokładnie komedia slapstickowa. Oczywiście niezawodny Słownik Języka Polskiego:
slapstick
[czytaj: slapstik] komedia o wartkiej akcji, pełna gagów (np. rzucanie tortami), pościgów itp.
A co na to wiki???

Slapstick – rodzaj komedii filmowej, stworzony przez amerykańskiego reżysera Macka Sennetta.

Charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Sekwencje filmowe często są tworzone spontanicznie. Pierwszą komedią slapstickową był film Macka Sennetta z 1912 roku pt. Cohen na Coney Island. Typowo slapstickową komedią jest też Flip i Flap. Do tego rodzaju należą filmy: Kevin sam w domu, Flubber, serie filmów Naga broń, czy o inspektorze Clouseau, a także seriale animowane takie jak: Tom i Jerry, Zwariowane melodie i wiele filmów z Kaczorem Donaldem.

Również znany angielski serial komediowy Benny Hill Show autorstwa Benny’ego Hilla zawiera elementy stylizujące go na komedię slapstickową.

Cechą charakterystyczną jest obecność aktów przemocy fizycznej w scenach filmu, bohater może być bity, kopany, przypalany bądź uderzany (ręką, kijem, plackiem lub tortem). Wbrew obiegowym opiniom nie jest to jednak geneza nazwy gatunku. W języku angielskim slap znaczy uderzać, lecz w rzeczywistości slapstick to niewielkie urządzenie używane przez klaunów do wytwarzania podczas cyrkowych przedstawień trzaskających dźwięków i nazwa ta została niejako zapożyczona.

No i do tego momentu tylko udało mi się dociągnąć wpis. I tak jak kilka innych przed nim, został na etapie szkicu. Został do czasu… A teraz akcja „odgrzeb”…
Gdy mnie błysła w głowie wstępna koncepcja, to faktycznie byłem jak ta piłka. Z każdej strony chciano mnie kopnąć. I na dodatek na jakimś wariackim boisku z co najmniej czterema bramkami. Hm, a może nawet tych bramek było jeszcze więcej… No ale tego tematu nie będę rozwijał, przeszło mi i na ten moment nie chce mi się już w to wnikać…
Jakiś szalony się zrobił ten czerwiec. Dosyć szybki i intensywny. W pracy już normy godzinowe wyrobiłem, więc mam w zasadzie chyba wolne do końca miesiąca. W zasadzie – no bo w tym pierdolniku, kierownik coś ostatnio grafik nie może zgrać  i wiem tyle, że dziś jestem na obiekcie (jestem więc piszę…). A jak dalej to, ni chu chu nie wiem
Piłka to ruch… dynamika… pęd… podskoki… . No i mnie się nawet trochę udawało, nabrać takich piłkowo-podskokowych ruchów ostatnio. We wtorek rano zszedłem z roboty. Drzemnełem się prawie trzy godziny w chałupce i pognałem na spotkanie MMB, czyli  Miejscowej Miastenicznej Bandy. No i bardzo się ucieszyłem, bo było Nas tym razem już sześcioro. Co jak na razie potwierdza moją teorię, że regularne stałe spotkania są kluczem do sukcesu.
Później pognałem do chałupy, żeby się spakować. Załatwiłem sobie podwózkę do Krakowa. I nawet knułem, że w drodze zrobię selfika trzech Manów. Mieli być: Rafał Man, Ja Man, no i oczywiście MAN. Rafał to Przyjaciel, dzięki któremu ta przygoda była możliwa. Ja to ten piłek podskakujący na spotkanie miasteniczne w Krakowie, a MAN okazał się być DAFem. Ups… No i plan selfikowy poszedł w pi… w pi pi ripi chorągiewka…
Za Tarnowem, już na autostradzie wygieło mnie całkiem. Przeprowadzka z fotela na DAFowe górne kojo. I ukołysany odpłynąłem w sen. Rafał miał kursa do Myślenic i tam obudziłem się po ósmej. No to za mandzur i wygiołem bambosze na busa do Krakowa…
Jestem dziś po ciężkiej nocy, bo miałem arcyważną misję do wykonania… Była tak ważna, że dopiero gdy zaczeło świtać, przerwałem ją. Chociaż w głowie błysnął szatański plan, by już dociągnąć do 5:30 i tak z marszu pójść do pracy. Wykończyłem więc jeszcze stado Ghuli i bandę Utopców w Wiedźminie i się położyłem na dwie godziny. Teraz jednak odczuwam trudy misji…
Może więc dalsze piłkowo-podskokowe opowieści nastąpią w innej części… Może…