A miało być tak pięęęknieee… A wyszło jak zwykle…

Mniej więcej co dwa, trzy lata sięgam do sagi wiedźmińskiej Sapkowskiego. I odkrywam kolejne perełki. Oczywiście jedną z moich najulubienniejszych, jest tekścior walnięty przez Angouleme: Przychodzi kiedyś taki czas, gdy trzeba albo srać albo oswobodzić wychodek. Takie proste, a ile w tym prawdy i mądrości życiowej.
I od razu pojawił się na monitorze mej pamięci obraz Wojtka z Warszawy, jak mówi: Chciałby ale się boi.  A tak z drugiej strony ciekawość mnie czasem zżera, co z tymi ludziami którzy pojawili się na drodze mojego życiorysu. Co z nimi? Gdzie są? I takie tam bla…bla…bla…
No i tak zagaduję sam siebie, bo Diabeł mi do ucha szepcze. Oj słodko szepcze Skurwysyn. I ni Ptaszka nie mogę wyczaić czy przypadkiem nie łże. I tak bym chciał i się boję. Ech… Może monetą rzucić? A jak pierdykana kantem stanie? 
Już czuję, że tym razem ten wpis wyjdzie zakręcony jak baranie rogi. I tak w głowie rodzą się obsesje. I znów cytat z mojego ulubieńszego zespołu, z ekstra super płyty:

Zabijemy Cię
Powoli, ale zdecydowanie
Zabijemy Cię
Będziemy patrzeć jak się wijesz
Zabijemy Cię
Żebyś nigdy nie był lepszy
Zabijemy Cię
To my – Twoje kompleksy

Jesteś słaby
My lubimy zagubionych
Jesteś brzydki
To dla nas świetny cel
Jesteś beznadziejny
I nigdy nie będziesz lepszy
Zabijemy Cię
To my – Twoje kompleksy

Chcemy widzieć
Jak poddajesz się bez walki
Chcemy czuć
Że jesteś nam posłuszny
Chcemy Cię zabić
Żebyś nigdy nie był lepszy
Zabijemy Cię
To my – Twoje kompleksy

I oczywiście wersja youtubowa:

I tu niesamowity zonk. Nie ma utworu Zabijemy Cię zespołu Dezerter w wersji studyjnej. Szok… Kurza Twarz – Kocie Wąsy . Znikneła cała BlasfemiaAż mi się ciśnie na usta krzyk: Ktoś się nie bał i zajebał.
I chwila retrospekcyjna. Czas akcji? Chyba gdzieś 1989 albo 1990 rok. Miejsce akcji? Oczywiście:

Tak znów rury. Tylko że na innym odcinku. Ktoś, już nie pamiętam kto, przyniósł dwie pary rękawic bokserskich. Był tam taki fajny dół i on robił za ring. Całe towarzycho siedziało zaś na rurach i patrzało z góry na pojedynki, niczym na jakiejś arenie.
Nie wiadomo skąd nagle nawinął się Biały. Rozsiadł się między nami, wyciągnął bałandę Panie Kochanku i oglądał zawody. W tym okresie czasowym, Biały był jednym z gości którzy rządzili na Serbinowie. Wielkie to było, pewnie ze 100 kg żywca. I do lania też bystry, więc miał jak to się mówi? Respekt. 
No i tak siedzi Biały na rurach. Bałandę dopija i nagle: 
– Kto się ze mną zmierzy?
Wszyscy patrzą po sobie. Ochotników brak. Wiadomo przecież, że na wojnie wygineli.
– Mocno nie będę bił. – zachęca Biały.
Jak już tak zapewnia, to tym bardziej chętnych było brak. No i w końcu zgłosił się Żółty. Żółty to był mój sąsiad – rówieśnik. Razem pierwsze fajki w drugiej klasie paliliśmy. Później w jednej ławce szkolnej kukaliśmy. No i Żółty został Żółtym bo ja go tak zaczełem przezywać. No i razem na przerwach smoczyliśmy faje. Dopiero w Ekonomiku się zbiesił, bo poszedł do liceum a ja uczyłem się mieszać w zawodówce.
Dobra wychodzą zawodniki na ring, to znaczy schodzą do tego dołka. A my z góry, niczym z loży lukamy. O wadze Białego już wspomniałem. A Żółty to było takie piórko – z 50 kg. I tak staneli naprzeciwko siebie. I BOKS.
Żółty dobrze rozpoczął, szybkie ruchy, taniec na nogach. Zanim Biały zdążył się ustawić, to już Żółty jest z boku lub z tyłu i go napierdala. Bach, bach, bach… I tak mu z pięć, może sześć razy przypiepszył. A Biały tylko jełopą macha… I nagle piździarach łapą i trafił Żółtego. A ten dwa obroty wokół osi i fik… leży. Nokaut.
I tak naprawdę… to miało być tak pięknie… a wyszło jak zwykle… Chociaż nie do końca. No bo całkiem zgrabny mi wpis wyszedł. Albo jak mówi Majster Stolarz – Wyszeł. Na marginesie – gość ma już ponad 80, a dalej deseczki jeszcze struga.
Nie zmienia to faktu, że chciałbym, ale się boję. No i może wreszcie już przyszedł czas srać, albo oswobodzić wychodek. A że nawet się ostatnio sporo dzieje i jakoś tak chyba z patologii w patologię wpadam. To… I dziękuję za uwagę.
Edytuję, no bo jak dobrze poszukać to czasem się znajdzie.

Akcja bokserska działa się w tuż za lewym dolnym rogiem tej fotki. A sama fotka pochodzi gdzieś z 1996 lub 1997.