O czym by tu napisać w tę noc z wtorku na środę?

Właściwie, to już prawie noc środowa. No bo jeszcze jest wtorek, ale godzina 22:48, więc tak prawie się skończył…Ewentualnie wykończył. Wykończył się, wykończył mnie. Miałem, oj miałem dziś moment takiej zawiechy, że z tenisówków na kojo mnie rzuciło. Niestety, jest teraz tylko odrobinę lepiej… takie ciut, ciut. I na ten moment to by było tyle. Kilka zdań zapisane, zarobiłem na kolację…
A teraz zegary wskazują 23:46. Kolacja opierdzielona. Tak po chłopsku – chleb z boczkiem. Mniam… I tylko tak cholernie trudno przełknąć. Herbaciura wypita, mestinonki łyknięte, a teraz kawą gorącą się delektuję. Niedługo, za minut kilka, akurat już w środę potuptam na spacer wokół kliniki. Ciekawe czy znowu spotkam tego małego liska? Ha… Podczas ostatniej nocki taki maluch o mało się na mnie nie wpakował. W ostatniej chwili się kapnął i uciekł na skarpę. Przez kilka minut bawiliśmy się w uwaga!!! patrzę!!! On się chował za murem, a ja robiłem kilka kroków. Lisek wyglądał za winkla i oceniał, na ile już podszedłem. I znowu się chował, a ja pyk kilka kroków. Zabawa się skończyła, gdy mieliśmy do siebie około 5 metrów.
Ale już środa, więc ruszaj się na spacer Patologio. W końcu za to między innymi Ci płacą.
Niestety, liska nie było.
Zauważam ostatnio, że jestem jakoś tak coraz bardziej niezrównoważony politycznie. Mam na to po prostu niezrównanie – wyjebane. Dziś korzystając z tego że jestem na UMCS, chciałem odwiedzić Profesora S. I tak spytać: co tam Panie w polityce? No i lipa. Profesor w dyrektory poszedł i lata… Ale za to załapałem się na ciekawy wykład o początkach Lublina.
A i na Policaji zadzwoniłem. Jakiś/ -aś i tu oczywiście trzy kropki (…), zajął samochodem część koperty dla niepełnosprawnych, a nie miał karty parkingowej. To taka moja prywatna wojna. I z tymi co zajmują koperty bez karty, jak również z policjantami co reagują zdziwieniem, że im coś takiego zgłaszam. Wkurw mi gula szarpie.
A właśnie… Uwaga!!! Ogłoszenie!!! Oddam za darmo kartę parkingową. Ważną do lipca 2019 roku. Warunek jeden – do zabrania w pakiecie, razem z Miastenią.
Jejku jej… Spać mnie się chce. A to dopiero 01:05. A do fajrantu prawie jeszcze 6 godzin. Pacjent z popsutymi oczyma zadzwonił kilka minut temu domofonem. Bzzz… bzzz… bzzz… A ja za słuchawona i pyk zwolniłem blokadę elektrozamka. Tak naprawdę to i tak mam bajki. Ja mam wpuścić i wypuścić.
Oj słabiutko ze mną jest już od pewnego czasu. I tak się często waham: czy to już? czy to teraz? Czy już pora na SOR się wybierać? A tak wygrywam kolejny dzień na wolności. Aby do rana – jutro będę się martwił. A dziś nie jest jeszcze tak źle. To nic, że sił nie ma bo w akumulatorze energii już dawno zabrakło. To nic, że ciężko się oddycha i gardło niewidoczne palce ściskają. To nic, że płyny jakieś takie twarde i trudno je przełknąć. No cóż, w kranie twardą wodę mam…  To nic, że coraz częściej chociaż nie mam kataru, z nosa pocieknie. I że to mój ostrzegawczy sygnał, chujkowato Facet chujkowato. To nic… Do rana wytrzymam. To przecież już tylko 5 godzin. A w chałupie odpocznę…

Boję się. Tym razem jakoś tak się boję. Jadę na 10-ce sterydu, to mała działka. A w szpitalu dowalą pewnie wagowo. A już przekroczyłem  70 kilo. I zwiększą dawkę siedmiokrotnie. Tego towaru znachory nie żałują.
Już czas, już pora. Na spacer roboczy iść…

Jeden komentarz do “O czym by tu napisać w tę noc z wtorku na środę?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *