Młotkowa niedziela

Jest niedziela. Jestem w pracy. I co ? I piszę. No bo kurza twarz mam blogowe zaległości. A im dłuższa przerwa, tym trudniej będzie mi wrócić do literek.
Literki mój wróg. 
Z głośniczka lapkowego płyną nutki akustyczne. Płyta z 1995 roku Lady Pank Mała wojna-akustycznie. I tak jak nie przepadam za tymi Gepardami, to ta płyta to perełka. 

Hm… Jaki był właściwie ten 1995? Przekroczyłem życiorysowo magiczne 20. I mogłem już mówić, leci mi na 30-ci. Tylko że jeszcze wtedy byłem Kasztan i takimi tekściorami nie podbijałem swego wątpliwego EGO. To też rok w którym już kończyłem naukę w technikum wieczorowym. Z tą nauką to oczywiście taka bajka dla dzieci z kategorii … W twoim wieku Małolacik, to ja w szkole byłem normalnie As i Rabadzu, same bardzo dobre i na wszystkie lekcje chodziłem…  A rzeczywistość? Godzina 14:30 zbiórka pod Ekonomikiem na pierwszej fajce przed lekcjami. … Mi się nie chce. I mi też. To co robimy? Grzebulec po kieszeniach i liczenie bodźców ekonomicznych. Na wachę do Marcinowego Malucha jest. No to… I tyle nas tego dnia w szkole widzieli.
Rok 1995 był też drugim rokiem w mym patologicznym życiorysie, gdy byłem bardziej grzeczny. To znaczy było mniej patologii w patologii. Z substancji utleniających szare komórki w jełopce, używałem tylko nikotyny. Na całą resztę byłem pogniewany za 1993.
A właśnie… Już pora na dopalacza. Czyli Mestinonek x2 sztuki. I dalej 4 godziny pojechane na niterku. 
Od lat mam pewien swój patent. Nigdy nie narzekam na aktualny rok. Nie daję się wkręcić też w takie roczne biadolenia. Walę w takich sytuacjach… Taki rok. (i tu odpowiednia liczba). Więc by uprzedzić niezręczne i kontrowersyjne pytania, piszę : Taki rok – 2017.
Taki też dzień. Była niedziela a jest już poniedziałek. Trochę bajery telefonicznej uskuteczniłem. A najlepiej się gada z tymi co na nocnej zmianie tyrają i na dodatek mają robotę senną.
Młotkowa niedziela, skąd mi taki tytuł w głowie błysnął, nie wiem. Tak go na szybko wpisałem. Ostatecznie mi się spodobał. Zresztą, lubię młotki. Wróć… Lubiłem kiedyś, zanim Miastenia nie zaczeła mnie młotkować. I dziś czasem po prostu jest mi żal po stracie, że to już koniec. I nie stanę więcej z młotkiem w dłoni, by nowe jutro wykuwać powoli. Oczywiście w ostatnim zdaniu nawiązania do PRL-owskiej spuścizny, są całkowicie zamierzone. 
Miastenicznie to bałem się marca. Niestety, na razie kwiecień jest niestety nie lepszy. Emka młotkuje mnie jak się patrzy, a jak się nie patrzy to też młotkuje. Pelagia jedna. Normalnie – PLAGA. Pogniewany jestem… Pogniewany chodzę… Pogniewany zasypiam… Pi pi pi … Krótko i w temacie: jestem wkurwiony na wszystko i na wszystkich. 
Miasteniczny MŁOT który wali mnie po jełopie jak się patrzy, a jak się nie patrzy to też wali.
Za minut kilka będzie już druga w nocy. I pora na małe niterko, czyli mestinon. Obchód terenu spacerkiem lub wolnym krokiem. To całkiem fajna godzina, taka trochę… No taka fajna. Zawieszona pomiędzy ciszą a hałasem miasta. No i na dodatek Łysy w pełni. Aż chce się wyć… A uuuu…
Idę na obchód. Przy okazji uskutecznię siusianie, bo mnie się emocje skropliły.
Dziś jest jeden z najważniejszych dni każdego miesiąca. DZIEŃ WYPŁATY. I gdzieś w pamięci mnie się otwiera klapka z tytułem takiego czytadła: Stąd do wieczności. I podobnie jak bohaterowie tego dzieła, choć przez chwilę będę bogacz a nie dziad. I żeby przedłużyć tę magiczną chwilę mam patent. Po sprawdzeniu stanu rachunku i nacieszeniu swych pięknych ocząt widokiem cyferek najniższego wynagrodzenia, położę się dalej spać. I choć przez chwilę świat będzie ładny. I nie będzie w nim miejsca na rachunki i opłaty. Choć przez chwilę…

A jak się obudzę, przetrę oczy i … No tak – DEFEKT MUZGÓ
Porwany ten wpis. Taki jakiś … No ale fakt. Już dwa tygodnie nie pisałem. Zostało mi też już niecałe 4 godziny do fajrantu, odczuwam więc już to. Kawy nie ma, wyszła sobie. Wróci gdy ją przyniosę. A przyniosę dopiero w środę. I tak przeleżę i prześpię większość dnia. Bez energii i sił.

Taki filmik o mnie. Niestety jestem tym króliczkiem w sinej koszulce. Z drugiej strony, może trzeba w internetach poszukać kliniki, w której zamiast garba zakładają takiego duracella.
No dobra. Czas zakończyć tę nierówną walkę. Wszystkiego DOBREGO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *