Jestem jak granat bez zawleczki – sekund 5 i jebnie.

Mógłbym powiedzieć, że to taki dzień. Niedziela. I na dodatek pracująca. Mógłbym, ale to nie była by prawda… No właśnie a propos prawdy, podobno są trzy. ” Prawda, tylko prawda i gówno prawda „. STOP… Już od jakiegoś czasu ciągnie się to gówno za mną. I choć mam w torbie narzędziowej różne klucze, wytrychy, przecinaki, piły czy młotki, to tej pierdykanej bumby nie mogę rozbroić. No, ale teraz to dopiero zachowałem się jak Gówniarz albo nawet Obszczynóg. Wyciągnełem zawleczkę i ją wyrzuciłem. Granat został w ręce, bo Miastenia tak dla psikusu, odcięła prąd do mięśni.  Mogę tylko bezradnie patrzeć, a zostało sekund 5 i jebnie…
A czas …cyk cyk cyk …cyk cyk cyk …cyk cyk i paBUM. A ja będę wyglądał tak:

Nie wiem dlaczego się tak stało. To znaczy wiem. Przyczyn jest kilka. Na pewno Miastenia nieźle tu miesza. Nieźle mną emocjonalnie chwieje. Sterydy też krecią robotę robią. I presja którą sobie sam narzucam, że nie mogę być miętki.  …No bo twardym trzeba być jak głaz, … i nie ma, że boli, czy inne takie frazesy w jełopie się odzywają. No i tak mówię, że całkiem nieźle jest. Czyli właśnie gówno prawda
Pracuję po 12 godzin w systemie dzień, noc, dwa dni wolnego. System dobry, tylko że przez ostatnie tygodnie w wolne coraz więcej czasu potrzebuję na odpoczynek. A przecież praca jest trochę tylko cięższa od leżenia. To ze mną jest chujkowato. Dwa ostatnie dni chodziłem już z laską.
Będę miał teraz cztery dni wolnego i pakuję się od kilku dni na solidną minę. Snuję plany, że to zrobię i to, no i jeszcze oczywiście to. I momentami, w krótkich chwilach chłodnego wejrzenia w tę i tak nadspodziewanie zagmatwaną sytuację, łapię się za głowę, by nie jebneła o sufit w locie do chmur. Tak cholernie nierealne są moje plany. I to też doprowadza mnie do furii. No bo chciałbym a nie mogę.
Chyba nic innego mi nie pozostaje, jak zrobić na kartce stary, dobry, sprawdzony plan działań. Następnie połowę od razu skreślić. Jednak pewne kroki muszę zdziałać.
Zdrowotność leży ostatnio i kwiczy. I tu wyżej ptaka nie podskoczę. Muszę się tym zająć i już. Bo lipa będzie. Wizytę u Doktora Ch. umówić, niech pisze w kartotece jak się przez ostatnie miesiące prowadzam. Może też coś wymyśli na tę moją lewą nogę, która się coraz bardziej słaba robi. Doktorka B. ( mówię na Niego Doktorek, bo gościu jest młody, idzie mu pewnie dopiero na czterdziechę ) nawiedzić w klinice, niech ankiety wypełnia.
No i paląca sprawa. Muszę się wybrać do Kotologa. Czyli gościa co mi kota w głowie leczy. A tak po medycznemu, to do psychiatry Doktora S. Chociaż staram się to wypierać, jednak do mej świadomości dociera coraz więcej sygnałów mocno niepokojących. Mam wrażenie, że drzemiący we mnie mr. Hyde chce się wyrwać na wolność, by pohulać. A dygam przed tym scenariuszem, bo zwyczajnie nie wiem czy go przetrwam żywy.

Niestety agresor się ze mnie robi coraz większy. Niech więc fachowiec duma, w końcu za coś kasiutę bierze. Chociaż ja też staram się jakieś ruchy w tym temacie czynić. Wywaliłem się z jednej z grup fejsbuckowych. Zbyt duże stężenie toksyn na niej łapałem. I zaczepny się zrobiłem jak rzep psiego ogona. A najgorsze że koniecznie chciałem mieć rację. A przecież Majster nauczał: Kto chce mieć rację, robi dziś kolację.
No dobra, starczy tego na dziś. Już wybiła 18, niedługo fajrant. Po zmianie czasu słońce jeszcze wesoło świeci. Wrony i inne krakacze radośnie świergolą. I jak w tej harcerskiej piosence śpiewanej jak „Andzia” Oddziału Zamkniętego, zaczyna się robić tak:

Wiosna, wiosna idzie z dala.

Słońce z góry napierdala.

Żaba w wodzie dupę moczy.

Kurwa jaki świat uroczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *