Historia Anety. cz 3


Jestem…opiszę moją dalszą przygodę z panią M.
Zaszłam w planowaną ciążę po dwóch latach po operacji, byłam taka szczęśliwa kiedy ujrzałam dwie kreseczki na teście ciążowy. Jednak wraz z pojawieniem się początku nowego życia w moim brzuchu, nadeszły obawy, czy z dzieckiem będzie wszystko dobrze, czy też nie będzie miało miastenii ( wiedziałam że nie jest dziedziczne, no ale obawy były) itd.
Umówiłam się na pierwszą wizytę do ginekologa aby potwierdził ciążę. Tak cieszyłam się na ten dzień. Czekałam w kolejce na swoją wizytę. Wchodzę mówię dr. że okres mi się spóźnia już 3 tydzień, robiłam test ciążowy i wyszedł pozytywnie. Powiedziałam też że choruje na miastenie, spojrzał na mnie przeszywającym groźnym wzrokiem i kazał się się rozebrać do badania. W tamtej chwili powinnam wyjść od tego idioty, jednak tego nie zrobiłam…. Pan pseudo doktor, zbadał mnie, zrobił usg i mówi do mnie:
– No coś tam jest, jak nie wyleci to będzie.
Kazał się się ubrać i mówi do mnie.
– Pani jest niepoważna zachodząc w ciążę z chorobą (gościu kompletnie nie wiedział o miastenii nic), nie wiadomo jak się będzie rozwijać płód, jak mogła być pani tak nieodpowiedzialna, możemy to inaczej rozwiązać…
Nie pytałam już jak inaczej, zapytałam tylko ile płace za wizytę, rzuciłam mu pieniądze na stół i wyszłam z płaczem. To był najgorszy dzień, nigdy tak mnie nikt nie upokorzył i do tego jeszcze ja za to zapłaciłam. Nie mam zielonego pojęcia jak wróciłam autem do domu, wiem tylko że cały czas płakałam.
Oczywiście mój mąż znowu spisał się na medal, przestraszył się jak mnie zobaczył, odpowiedziałam mu wszystko, a on mnie przytulił i powiedział.
– Nie martw, się będzie wszystko dobrze! Znajdziesz innego lekarza, a tym gnojem kompletnie się nie przejmuj. Szkoda zdrowia.
No i jakoś się uspokoiłam, umówiłam się na kolejną wizytę, lekarza znalazłam w internecie (tamtego poleciła mi koleżanka, nie pokierowałam się własną intuicją) i poszłam na umówiona wizytę.
Bardzo miły lekarz, z przejęciem mnie wysłuchał, zapewnił że mam się nie martwić, zbadał powiedział że wszystko jest ok, wyznaczył kolejna wizytę no i zapewnił że zaznajomi się z miastenia, aby dobrze prowadzić ciążę.
Moja ciąża przebiegała książkowo ?, do 4 miesiąca bolała mnie głowa, dużo spalam, mdłości mnie męczyły, wszystko mi śmierdziało. Do tego stopnia ze zakazałam mężowi używać perfum?. Nawet żele pod prysznic mi śmierdziały, węch miałam wyczulony jak mój pies? Schudłam 5 kilo bo nie mogłam jeść, jednak mestinonu nie musiałam zwiększać, o dziwo nawet go zmniejszyłam do jednej tabletki. No ale od 15 tygodnia czułam że sił i chęci do działania mi przybywa? Zostałam na jednym mestinonie, co drugi dzień. Chcieliśmy bardzo chłopca pierwszego. Pamiętam w 24 tygodniu jestem na usg, no i znowu pytam lekarza.
-Panie doktorze, no widać już co będzie?
Na co lekarz odpowiedział:
-No widać, widać Pani Aneto, będzie chłopak.
Ale byłam szczęśliwa, ustaliliśmy że poród odbędzie się przez cesarskie cięcie. Lekarz wyznaczył termin w którym miałam się stawić w szpitalu.
Stawiłam się 19 stycznia 2008 roku w szpitalu w Kole, cc miało być na drugi dzień. Wieczorem przyszła pani od neonatonologii i mówi do mnie:
-Czy pani zdaje sobie sprawę że my nie mamy sprzętu, gdyby coś się działo albo z panią albo pani dzieckiem?
Ja na to:
– Ależ skąd mam takie rzeczy wiedzieć, pan doktor nic mi nie powiedział.
– Wie pani…, pan doktor sam podjął decyzję nie konsultując tego z nami, podjął nieodpowiedzialna decyzję.
– No więc będę miała cc, czy nie?
– My nie wyrażamy zgody. A ja nie wiem co zrobi Pan dr.
No ekstra myślę sobie, co teraz będzie…,
Doktor wyszła, zostawiając mnie z niewiadomą.
Nazajutrz rano przyszła pielęgniarka, kazała przebrać się w workową koszulę i poszłyśmy na salę. Zacewnikowano mnie położono na stole,po chwili przeszedł mój doktor:
– Pani Aneto, nastąpiły komplikacje, zespół neonatologiczny nie podejmie się opieki, mówią że za duże ryzyko, przepraszam panią najmocniej, przepisze panią do Konina, już tam dzwoniłem wszystko załatwione.
Zamurowało mnie tak, że nie byłam stanie logicznie myśleć, zdjęto cewnik, dano skierowanie do Konina i w tym samym dniu wyszłam do domu. Nazajutrz byłam już na patologii ciąży w Koninie,te same procedury, badanie itd., przespałam noc. Na drugi dzień, na obchodzie lekarz powiedział, że nie zrobią mi cc, bo nie ma przeciwwskazań do naturalnego porodu. Zbadał mnie wcześniej pseudo neurolog, który wyczytał przy mnie, że kobieta z miastenią może rodzić naturalnie. Ja mu na to, że każdy jest inny i że ja od swojego neurologa mam zezwolenie. Po konsultacji z ginekologiem, nic mi nie odpowiedział, rzucił sucho, że nie ma przeciwwskazań.
Zadzwoniłam do męża, do tej pory nie płakałam teraz mi nerwy puściły, on do mnie
– Daj mi 20 min, zaraz jestem.
Zadzwonił w między czasie do mojego lekarza i wszystko opowiedział. A ja płakałam, głaskałam się po brzuchu i mówię do synka.
– Synuś wszystko się ułoży, mama się denerwuje, ale sobie poradzimy. Tata już jedzie, coś wymyśli…
Przyjechał, w międzyczasie zadzwonił do mojego dr. który wystawił skierowanie do Poznania. Znowu przepraszał, że nie wiedział, że będą takie cyrki, że od razu dałby skierowanie na Poznań. Mąż mnie zabrał z Konina, przyjechaliśmy do domu. Przespaliśmy noc, mąż chyba w tym momencie był bardziej spanikowany niż ja, a ja odzyskałam spokój i wewnętrznie czułam że wszystko musi być dobrze. Głaskałam brzuch mówiąc do syna żeby się jeszcze nie spieszył z przyjściem na ten świat. Rano pojechaliśmy do Poznania, jak dotarłam już na miejsce wiedziałam, że teraz cokolwiek by się nie działo, to będę w dobrych rękach. Wieczorem przy badaniu ginekologicznym, oglądało mnie 20 osób, rezydenci, prof. Sajdak powiedział że mam się nie martwić, że teraz jestem w dobrych rękach i wszystko odbędzie się należycie( zaznaczam że nie płaciłam ani grosza), nie tak jak do pory. Później miałam zrobione usg, pamiętam lekarkę, która robiła to usg, mówi:
– Matko…
a ja myślę co znowu…
-Jakie on ma długie nogi, wielki chłopak z niego będzie…
Cc miało odbyć się 24 stycznia w poniedziałek, ja do Poznania przyjechałam w piątek, a termin wyznaczony by na 18 stycznia?
Synuś dotrwał, ja znowu miałam fajna ekipę w pokoju, nie martwiłam się…
Pamiętam też jedną dziewczynę, miała łysa głowę i była w zaawansowanej ciąży i w tedy pomyślałam, Boże spraw aby i jej wszystko się ułożyło…
Nadszedł oczekiwany dzień, dostałam znienawidzoną workową koszulę. Wykapałam się, przebrałam i przyjechały po mnie dwie pielęgniarki, kazała się położyć… No i widzą że ryczę?
– Która ciąża?
Pyta jedna z piguł.
-Pierwsza
Odpowiadam
– No to normalne reakcje, niech się pani nie przejmuje
– A imię już pani wybrała?
– Tak wybrałam Karol….
Dojechaliśmy na salę, dano mi znieczulenie zewnatrzoponowe, zacewnikowano…
Nad twarzą stała cudowna pani anestezjolog, głaskała mnie po twarzy, cały czas podtrzymujące rozmowę. Kazała o wszystkim mówić, o każdym dyskomforcie i o tym gdybym poczuła ból jakikolwiek. Po 20 minutach wyjęto mi synka, nie słyszałam jego płaczu. Mówię do lekarzy że nie słyszę płaczu, a lekarka, chwileczkę oczyszczamy drogi oddechowe, no i usłyszałam płacz swojego synka?. Po chwili mogłam go zobaczyć i pocałować… tych emocji nie da się opisać słowami… Synuś mierzył 62 cm a ważył 3370?
Mnie zawieziono do pokoju, w którym byłam monitorowana. Po 12 godzinach zawieziono mnie do pokoju matek z dziećmi. Synek jeszcze 12 godzin był na obserwacji, ja mogłam dojść do siebie. Jednak powiedziano mi żebym go nie karmiła piersią, załamało mnie to. Jednak szybko się pozbierałam. Synuś był silny ?, no i co chwile by jadł, po dwóch godzinach była awantura o mleko, darł się w niebogłosy? Więc szybko zapomniałam o tym że nie mogę karmić. Po trzech dniach wyszliśmy że szpitala? Po porodzie czułam się dobrze, musiałam jednak zwiększyć mestinon, do 10 czasem. Synuś rósł jak na drożdżach, a ja powoli zeszłam z 10 do 3- 4 mestinonow. Skończyłam studia licencjackie i po dwóch latach zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko, zawsze chciałam mieć dwójkę….
Cdn.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *