… a po 9 miesiącach, wykluła się Miastenia… Cz.2

… Nauczony wcześniejszymi doświadczeniami, gdy na wizytach u białych fartuchów motałem się w zeznaniach, niepokojące objawy zapisałem na kartce. Z tym i opisem rezonansowym główki, w którym nic nie stwierdzono, zameldowałem się  w grudniu 2013 u Doktora S.
No to inna rozmowa. Przeczytał to co zanotowałem na kartce i dopytywał o różne szczegóły. Następnie przystąpił do szczegółowego badania neurologicznego. Po raz pierwszy byłem tak badany. Wizytacja trwała około 30 minut. Dostałem skierowanie na badanie prądami. Doktor kazał mówić, że jestem od niego.  Na koniec stwierdził, że podejrzewa SLA ale nie mam się czego obawiać, to nic strasznego.
… Czy można sobie zrobić kuku internetem? Pewnie że tak. I to jeszcze jakie. Czasem lepszym rozwiązaniem może być zrzucenie na stopę cegły…
… Wrzuciłem oczywiście w google hasło SLA i wyskoczył wynik: Stwardnienie Zanikowe Boczne. Na szczęście mieszkam w parterowej chałupce, więc skok z okna nie miał sensu. Nie skorzystałem też z żadnych chemicznych zapominaczy. Chociaż to był wyrok – 2 lata życia mi zostało…
Dociągnełem do 13 lutego 2014 roku, czyli dnia Igieł i Prądów. I co się okazało? Oto epikryza napisana przez Doktora S. Głos teraz ma Doktor:
Pacjent z przeprowadzoną diagnostyką różnicową SLA / Miastenia / Obręczowy zanik mięśni. W wykonanym badaniu EMG ( 13.02.2014 ) wynik nie jest jednoznaczny, nie potwierdził zmian typowych dla SLA.
Kliniczne epizody osłabienia ogólnego, nie związanego z wysiłkiem fizycznym, ale pojawiające się podczas kontynuowania czynności codziennych ( głowa opada podczas siedzenia, podczas czytania „męczą się” oczy, okresowo występuje dysfunkcja chodu, zaburzenia połykania, głos ulega sciszeniu ). Do tej pory chory pracował fizycznie i był w dobrym stanie. W czasie obecnej oceny neurologicznej, bez objawu apokamnozy, samodzielny, sprawny. Mowa wyraźna, fonacja jednorodna, mowa sciszona, bez zaburzeń gałkoruchowych, język prawidłowy, brak fibrylacji i zaników języka.
Uwagę zwraca nawracająco – ustępujący obraz kliniczny co może odpowiadać postaci miastenii.
Oczywiście Miastenię pierwsza zasugerowała Pani Magik od igieł i prądów. Doktor S. skierował uwagę w tym kierunku. A mnie ulżyło. Uff… Wyrok śmierci został odwołany. To tylko Miastenia… A z Miastenią można żyć… żyć aż do śmierci. A nie tylko 2 lata.
Muszę się jednak do czegoś przyznać. Do czegoś co tak naprawdę niedawno sobie uświadomiłem. To  SLA to ja chyba trochę Doktorowi zasugerowałem. Spytał podczas wywiadu czy straciłem na wadze. Powiedziałem że tak, spadło z 64 kg na 59 kg w krótkim czasie. Nie przyznałem się jednak do tego, że znów wróciłem do ćmienia nikotyny.
Do Doktora S. już nie wróciłem, byłem pogniewany na Niego za te SLA to nic strasznego . Teraz była Doktor G.
4 marca 2014 roku. Doktor G. podczas wizyty przywaliła.
– Piszę panu skierowanie do szpitala. Proszę się natychmiast udać na SOR.
– Pani Doktor a nie można by tak za dwa, trzy dni? Mam taki mały suficik do zrobienia. Pach, pach zrobię i walę do szpitala.
– Jaki suficik? Przecież jest z Panem w tym momencie bardzo źle.
I spojrzała na mnie tak, że już tylko grzecznie spuściłem głowę. No dobrze, już dobrze, pójdę tak jak Pani mówi. 
I co myślicie że poszedłem? No pewnie że dobrze dumacie. Nie poszedłem. Miałem jeszcze tyle ważnych spraw do ogarnięcia tego dnia w chałupie. Wybrałem się następnego dnia.
5 marca 2014 roku w towarzystwie żony, zameldowałem się na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym po raz pierwszy. I po raz pierwszy spotkałem Doktor P. W trakcie pobytu na SORze zaczęło mi już puszczać.  Ostatecznie zostałem wypisany do domu. Doktor P. obiecała że porozmawia z Profesorem, szefem Neurologii o mnie. Dała numer telefonu i kazała dzwonić.
I tak 14 marca 2014 roku zostałem przyjęty na Oddział Neurologii w SPSK nr 4., gdzie byłem do 26 marca. Jednak o tym co się tam działo, napiszę w części trzeciej.
Jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Piszę wyraz doktor czasem z dużej, a innym razem z małej litery. Jest to całkowicie zamierzone. Oczywiście te białe fartuchy z dużej zdobyły mój szacunek. A te z małej? No właśnie… 

2 komentarze do “… a po 9 miesiącach, wykluła się Miastenia… Cz.2”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *