Dawno, dawno temu. Za siedmioma…

Właśnie tak w czasach gdy młodszy Syn był mały. Wróć, prrr… Tzn. Domik nigdy nie był mały. Zawsze przerastał większość rówieśników. No to w czasach gdy był we wczesnym wieku przedszkolnym, tak zaczynała się Bajka o Smoku Wawelskim, którą Mu opowiadałem przez kilka tygodni na sen.
Oj musiałem się nakombinować, naknuć i namieszać. Przecież nie mogłem Niuńkowi sprzedawać tak długo ciągle tej samej treści. Cały pic więc polegał na tym, żeby Go włączyć w zabawę. I to tak by słuchał bardzo uważnie.
Bajka o Smoku Wawelskim.
Dawno, dawno temu. Za siedmioma górami, siedmioma rzekami. Brzmi znajomo? No tak jak każda przeciętna bajka. Tu więc nastąpiły pierwsze zmiany. Siedmioma morzami, siedmioma miastami, zamkami, lasami, mostami, drogami itd., itp. I tak dodawałem kolejne siedmioma. No ale przecież nie mogłem tak robić bez końca, stawało się to już nudne. Wprowadziłem więc element nietypowy, wplatałem coś związanego z ubraniami. … siedmioma morzami, siedmioma rzekami, siedmioma skarpetami… I Domik od razu reagował, nieeee. Ha fajne – prawda. No i dzieciak był tak czujny, że nigdy nie przegapił.
To idźmy dalej … za siedmioma… mieszkał Smok Wawelski. Pewnego dnia Smok postanowił się wybrać na wycieczkę do… Tu już wstawiałem różnych bohaterów których miał odwiedzić nasz Smok. …Wsiadł więc w samochód i jechał, jechał, jechał. Minął miasta trzy. Jedno duże, drugie małe, a tego trzeciego to wcale nie było widać. Jechał dalej aż minął kolejną górę, kolejną rzekę. Wtem za kolejnym zakrętem czaili się rycerze:
– Stój Smoku. Zatrzymaj się i oddaj nam swój samochód, bo będzie łu bu dum.
A smok na to:
– Nuu nuu nuuu… to już oczywiście odpowiednia barwa głosu, dopasowana do dziecięcego głosiku. Domik dodatkowo groził w tym momencie paluszkiem. …a wy niegrzeczni rycerze. Aaaarrhh… Wwwrrrghh…
I Smok wyskoczył z samochodu. I ogonem zrobił bam, ta dam. Łupu cupu. Trach, bach. Bęc… I tu znowu można kombinować jakie jeszcze inne odgłosy padły. … Wybacz nam Smoku, już będziemy grzeczni. I puścił Smok rycerzy. Wsiadł do samochodu i pojechał dalej do… któregoś z kumpli … i wypili po butelce ciepłej kaszki na mleku…
Uff… Zmęczyłem się. Właśnie mija połowa mojej… pierwszy odruch „dniówki”, a to przecież zmiana nocna. Także już bliżej niż dalej. Zaraz zjem, no właśnie co? Chyba obiad. Nie obiad jadłem w chałupie. To może podwieczorek. Chociaż lepszy by był przedśniadannik. O to właśnie jeden z plusów kolegowania się z małymi dziećmi. One wymyślają wyrazy, ale my też możemy tak robić. Świetnie się przy tym bawiąc.

 

79 myśli w temacie “Dawno, dawno temu. Za siedmioma…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *