Historia Anety. cz 2

 

Ciąg dalszy moich perypetii?

 

Wyszłam ze szpitala zaopatrzona w recepty i skierowania na dalsze konsultacje. Jako osoba, która wszystko chce wiedzieć i zrozumieć zaczęłam szukać najlepszej poradni torakochirurgicznej. Oczywiście w międzyczasie przygotowywałam się do najwspanialszego dnia który miał nadejść niebawem -mój ślub, który miał się odbyć 25 października. Znalazłam najlepszą poradnie torakochirurgiczna w Zakopanym, znalazłam jakimś cudem maila do dr. Zielińskiego, napisałam maila odnośnie dotychczasowego leczenia. Ku mojemu zdziwieniu po 3 dniach dostałam odpowiedź, aby się zjawić osobiście na konsultacji. Wyznaczył datę chyba na początek listopada. W tym czasie musiałam zwiększyć ilość zażywanych leków, z 4 metylaze doszłam do 10.
Dwa dni przed ślubem dopadło mnie przeziębienie, które strasznie mnie oslabiło, całe szczęście, nie mam pojęcia jak, znajdowałam w sobie resztki sił. Pamiętam w dniu ślubu wizytę u fryzjera, nie mogłam utrzymać głowy, kiedy ta myła mi włosy. Byłam słaba i pamiętam jak dziś swoje myśli – to że jesteś słaba jest chwilowe, trzeba się brać w garść, nie zawiedziesz ani siebie ani swojego przyszłego męża, przejdziesz przez wszystko i dasz radę, wydobędziesz z siebie cała swoją moc, to jest nasz dzień. Wróciłam do domu, nie dałam po sobie poznać że źle się dzieje, łyknełam tabletkę i przeszłam do dalszych przygotowań… Później zjawił się mój wymarzony książę, przyjechał poślubić swoją księżniczkę miastenniczkę i pomyślałam sobie: Boże jeśli sprawiłeś że się poznaliśmy ( nasza znajomość zaczęła się kiedy w ogóle się tego nie spodziewałam) to nie pozwolisz aby coś złego się wydarzyło,że nic nie stanie nam na przeszkodzie w tym naszym cudownym dniu? Wesele trwało do 4,30 pamiętam czas jeszcze był zmieniany z letniego na zimowy, dałam radę, tańczyłam, wypiłam alkohol i jeszcze spędziłam noc poślubna a raczej ranek? Dałam radę również na poprawinach. Problem się zaczął w poniedziałek rano, bo nie byłam w stanie sama się podnieść z łóżka i ubrać, brakowało mi oddechu, oczywiście mój mąż pomógł mi wstać ubrać się i mówi do mnie: Spokojnie, musisz odpocząć, jak odpoczniesz siły wrócą. No i wróciły.
Brałam już 12 mytelaze na dobę. Pojechaliśmy w wyznaczonym terminie do Zakopanego na konsultację. Dr Zieliński powiedział że trzeba operować grasice, wyznaczył termin na 29 listopada, czyli dwa tygodnie po konsultacji. No i wróciliśmy po dwóch tygodniach. Szpital wyglądał jak za PRLu, wystrój jakby czas się zatrzymał, ale ludzie tam pracujący to anioły. W pokoju miałam cudowną starszą kobietkę z Zakopanego. Słuchaliśmy jej z otwartą buzia i śmialiśmy się z jej historii, że aż brzuchy bolały. Ta atmosfera pozwoliła zapomnieć mi o zbliżającej się operacji. Dzień przed, nerwy wygrały, strasznie się denerwowałam. Był płacz w poduszkę i pytania Boże dlaczego? Wieczorkiem koło 18, profesor Zieliński zawołał mnie do pokoju, wyjaśnił wszystko co i jak będzie wykonywał, rozrysował flamastrem miejsca cięć i uspokoił że wszystko będzie dobrze, a na uspokojenie podadzą mi wieczorem tabletkę abym mogła się wyspać. Dostałam tabletkę, poszłam spać, o 5 na drugi dzień się obudziłam, no i mówię dobra, niech się dzieje, co ma się dziać. Około 7 przyniesiono mi zajebista koszulę a raczej biały worek który mam założyć do operacji? Podano głupiego Jasia, po którym było już mi wszystko jedno, po jakiejś godzinie przyjechał po mnie wózek inwalidzki, grzecznie na niego wsiadłam, nie pamiętam drogi,- działanie jaśka. Pamiętam to łóżko w formie krzyża i se myślę: no zajebiście, przecież na tym będzie mi niewygodnie. Pielęgniarka pomogła mi się rozebrać i położyć, kazała ułożyć ręce, podano mi zastrzyk. Pamiętam ten anielski głos:- proszę się nie denerwować, zaraz nic nie będzie pani czuć, wszystko będzie dobrze. Nałożono mi maskę na buzię, poproszono abym wzięła głęboki oddech… No i pustka… Nie wiem ile tam leżałam, świadomość wróciła… słyszę Anetko otwieramy oczy nie śpimy, jest po wszystkim, nie śpimy… I w tym momencie myślę ” Ja pie…le co oni mi zrobili tego bólu nie da się wytrzymać… I chyba znowu zasnełam na krótką chwilę bo nic nie pamiętam…Potem tylko znowu ten straszliwy ból, coś mi wstrzyknięto do ręki – morfinkę, bolało mniej. Zobaczyłam obok rurki zwisające z mojego ciała i myślę no zajebiście… Potem zobaczyłam męża, był bardzo przejęty, widziałam że miał łzy w oczach, pewnie nie zaciekawie wyglądałam… Wieczorem pytam lekarza dlaczego tak mocno boli, że ten ból jest nie do zniesienia. A on do mnie: czy zdaje sobie sprawę jaka operacje przeszłam, no przecież to tak jakby wypuszczono do pani klatki piersiowej kreta, który ja przerył…ze podają mi morfinę i że z każdą godzina powinno być lepiej. Na drugi dzień przyszła pani rehabilitantka, podniesiono mi zagłówek i mówi do mnie: Teraz poproszę panią o zakaszlanie, no i pomyślałam że chyba zwariowała, ja tu ledwo oddycham a ta mi tu karze zakasłać. Jednak była nieugięta, musiałam to zrobić – myślałam że ktoś mi na nowo klatkę piersiowa ryje, no ale za każdym razem było już lepiej. Potem wypuszczono męża no i widzę jest jakiś zatroskany , pytam co się stało. A on na to: No widzisz, operacja się udała wszystko ładnie pięknie, tylko że miałaś jeszcze grasiczaka, posłali to na badanie histopatologiczne, być może będziesz musiała brać chemię, no ale na zapas nie ma co się martwić, teraz dojdz do siebie potem będziemy działać. Jakoś do mnie to nie dotarło… Trzeci dzień wyciąganie drenów. Przyszedł lekarz i mówi: Dziś wyciągamy dreny, troszkę nieprzyjemne uczucie, lecz do przeżycia. Na trzy cztery wciąga pani powietrze a ja wyjmuje… Myślę sobie jasne…Jezu jaki ból jakby ktoś na żywca mi dziurę robił w boku. I myślę sobie no i jeszcze drugi raz…Poszło… Od tej chwili jakąś taką lżejsza byłam no i przyszedł czas na wstanie z łóżka… Pierwszy raz najgorszy potem było już tylko lepiej. Po 11 dniach spędzonych w Zakopanym wróciliśmy do domu, ja czekałam na wyniki histopatologiczne… Przyszły, otwierając nerwowo kopertę czytam i sobie myślę kuźwa nic z tego nie rozumiem…Fragmenty grasicy z cechami rozrostu guzkowego oraz utkaniem grasiczaka Thymoma. wg Who B2, wg Mullera, typ korowy., oraz cztery węzły chłonne z obrazem zmian odczynowych… I myślę sobie no to zajebiście do tego mam raka, oprócz miastenii…
Wizyta u pierwszego onkologa, daje opis histopatologiczny- lekarka czyta, widzę że coś minę ma niezaciekawą. Kazała chwilę poczekać, przyszła z książką. Nie miała pojęcia o grasiczakach, kazała przyjść za tydzień… Wyszłam załamana, znowu byłam w punkcie wyjścia. Zaczęłam szukać, wpadłam na pomysł, aby napisać do profesora Zielińskiego, odpisał, zasugerował dr. Ramlau z Poznania, zna się na rzeczy. Znalazłam numer zadzwoniłam, powiedziałam że jestem z polecenia dr Zielińskiego, kazano mi przyjechać. Przyjechałam, trzy godziny czekania i dr Ramlau nas przyjął. Byłam w szoku, odpowiedział na wszystkie nurtujące pytania, uspokoił, że ten typ który ja mam jest nie groźny. Nie mam się co martwić bo wszystko zostało usunięte, ale dla pewności da jeszcze skierowanie na badanie PET. Mąż pyta ile płacimy za wizytę a on do nas, że życzy nam wszystkiego dobrego ? Pielęgniarka się zdziwiła że dostałam skierowanie na badanie PET, chyba jeszcze bardziej niż my.
W wyznaczonym dniu stawiłam się na badanie, musiałam wypić litr wody o smaku anyżkowym, prześwietlili mnie wzdłuż i w szerz i po wszystkim nie kazali zbliżać się do dzieci i kobiet w ciąży. Po trzech tygodniach odebrałam wynik, wszystko pięknie, tylko jakiś guz się znajduje w przegrodzie nosowo- gardłowej. Do konsultacji laryngologicznej. Myślę sobie no to kolejny pasażer na gapę. Udałam się do laryngologa, który stwierdził że to guz którego trzeba usunąć, bo niemożliwe jest aby trzeci migdal mi się zachował. Wyznaczył termin na kolejną operację, która odbyła się pół roku po tymektomii. Po badaniu histopatologicznym, okazało się że to był jednak trzeci migdal? I oto miałam spokój na dwa lata. Zaszłam w zaplanowaną ciążę, nieświadoma tego co jeszcze mnie czeka…

 

 

… No i to by było na tyle z historii Anety. Aneta zakończyła kropką. Podczas edytowania specjalnie, z pełną premedytacją wstawiłem trzy kropki. Jak czytałem, to rozbudziła moją ciekawość. A jak Waszą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *