Miastenia nie boli.

Tak właśnie usłyszałem w 2014 roku od doktor C. Miastenia nie boli. Och, jaki ja byłem wtedy naiwny. Zieloniutki, jak … No wtedy to ja myślałem, że dlatego tak doktory mówią bo się na tym znają. A dziś ? A dziś już mamy rok 2017 i ja jestem też mądrzejszy o własne i innych chorych, doświadczenia miastenicznego żywota.
Pani doktor C.  nie okłamała mnie. Problem w tym, że nie powiedziała też prawdy. Sprawiła zaś, że przez pewien czas miałem niezły mętlik w głowie i bardzo dużo różnych wątpliwości. 

Zupełnie inaczej się zachował doktor Ch., którego jestem pacjentem już dwa lata. Na pewno jest specjalistą, ale nie od miastenii. I nigdy nie próbował przede mną takiego udawać. A kupił mnie prostym stwierdzeniem, Miastenia jest bardzo uciążliwą chorobą. Prawda, że fajne. Co więcej, w ten sposób zostawił mi wolność w chorobie. Idź i ją badaj sam, smakuj, doświadczaj i się jej ucz. Wszystko to co Ci powiem, może zaciemnić tylko jej obraz. Dobrego mam DOKTORA.
Proszę, tylko nie krzyczcie: Co to za lekarz, który nie leczy. Znachor a nie doktor… I tak Was nie posłucham, bo dla mnie to AS. Pytałem go o sterydy i inne leki. Zasugerował mi, by zostawić ciężki kaliber na „czarną godzinę”, gdy naprawdę będzie źle. I za to Gościa lubię. 
Od lata 2016 roku biorę udział w pewnym projekcie Kliniki Neurologii. Co jakiś czas spotykam się na wywiad i badania kontrolne z doktorem B., doktorantem na Uniwersytecie Medycznym. I jesienią powiedział mi tak: Powie pan doktorowi Ch., że sugeruję włączenie sterydu. No i jak zareagował mój doktorek? Facet który ma trzy specjalizacje medyczne i prowadzi badania kliniczne? Gwiazdeczka to by zaraz warknęła, co tam się Młody zna. A On: Będzie Pan brał 5 mg Encortonu dziennie. Samemu regulować, jak się poprawi odstawiać, jak pogorszenie brać. W szpitalu to by przywalili 1 mg/1 kg masy ciała, żeby od razu osiągnąć spektakularny sukces. A tu pomimo tak małej dawki, nastąpiła u mnie stopniowo poprawa. Nie ma Ameryki, ale nie jest też tak całkiem źle.
Widzę że mi się temat rozwija, a jeszcze dużo słów mi po głowie biega, odbijając się od ścian. Podzielę ten temat na części. Ha, ja to potrafię szybko jakiś numer bandziorski skołować. No w końcu znam się na tym jak patologia.
Mam jednak taką świeżynkę, z wczoraj. Pozwoli mi to też stworzyć punkt wyjścia do kolejnych części.
Miastenia nie boli, ale jest bardzo uciążliwą chorobą. Dopiero takie połączenie nabiera dla mnie sensu. Wczoraj rano gdy sobie jeszcze spałem, łapnął mnie skurcz w prawą łydkę. Jak tylko ustąpił i wyprostowałem nogi, to dowalił od razu drugi w lewą. Kurcze, łydki jeszcze teraz mnie bolą. No dobra, a co to ma wspólnego z miastenią?
Pośrednio ma. Na bank mam niedobór magnezu. No niby nic takiego, przecież półki w aptekach zawalone są suplementami. Tak, tylko że magnez jest na liście leków zakazanych w miastenii, bo może doprowadzić do nasilenia się objawów.
Przykład drugi z dzisiejszego ranka, a właściwie jeszcze nocy, bo była 3 godzina. Obudziłem się i obudził się ból krzyża. Jeszcze w miarę łagodny, ale pojawia się coraz częściej. I znów powiązanie pośrednie. Przez 12 lat mojej pracy w wykończeniówce i remontach, prawie tego problemu nie miałem. Ciągły ruch, zginanie i wygibasy ciała, dźwiganie ciężarów itd., to wszystko sprawiało, że miałem niezłą kondycję i elastyczny kręgosłup. A teraz … Ech.
No dobra… DOBREGO Wam wszystkim. 

32 myśli w temacie “Miastenia nie boli.”

    1. Oj tak.
      I dlatego gdy otworzę tabliczkę czekolady, smakuję tą przyjaźń kostka po kostce.
      Aż zostanie papierek.

  1. Zaglądałam i nie znalazłam. Mi lekarze kazali (a nawet przepisali) przy sterydach potas. Podobno/ rzekomo pomaga przy skurczach, a w trakcie kuracji sterydami mogą być niedobory w organiźmie. A na kręgosłup pomaga mi wit. D3.
    Pozdrawiam. ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *