Zostało tylko około 30 metrów.

Kiedyś Herbaciana Koleżanka mi doradziła, bym pisał na zapas. I wstawiał jak najczęściej wpisy, żeby czytelnicy nie zapomnieli. Wiem, dobrze mi gadała, ale ja i tak piszę z natężeniem różnym. To zależy często jaki jest to dzień, czy mam siły. Często przychodzi też niechciej i mogę w jełopę kołkiem walić a ona i tak nic nie wymyśli.
Akcja tego wpisu działa się przed tygodniem, w sobotę. Dziś też jest sobota, ale ta akcja może mi się przytrafić każdego dnia.

 

Zostało albo zabrakło. Taką miałem dziś przygodę. Niestety często mi się to przydarza.
Mam z chałupy na przystanek 200 – 300 metrów. Dystans śmieszny. Tuptałem bardzo intensywnie na przystanek, bo nie chciałem się spóźnić na autobus. Sobota, jeździ ich mniej a ja na nockę do pracy. W połowie drogi poczułem jak nogi mi słabną, jak coraz trudniej zrobić kolejny krok. Zza zakrętu wyjechał autobus, a ja miałem jeszcze około 30 metrów na przystanek. I nie mogłem zmusić nóg do biegu. Bezradnie patrzyłem jak autobus rusza.
Musiałem pójść na inny przystanek, z tego już nie miałem autobusu. Około 800 metrów. Jak to mówili w stoczni ” nie ma, że boli”, krok za krokiem poczłapałem. 15 minut później klapłem na ławeczce. Kufajkę musiałem rozpiąć, bluzę pod spodem też. Oddech ciężki, nogi słabe, zlany potem.
Już ponad godzinę siedzę na wygodnym krześle ( tzw. wiercidupcu ) w pracy. Nogi jednak są takie, jakbym kilometrów zrobił kilkanaście. A przecież jeszcze cztery lata temu w robocie na drabinie potrafiłem tańczyć całe dnie.

MIASTENIA

23 myśli w temacie “Zostało tylko około 30 metrów.”

  1. Nic na siłę-kiedy napiszesz wtedy będzie. Swoją drogą łapię się na tym, że ciągle zaglądam czy coś tam nowego nie skrobnąłeś?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *