Jak ja lubię poranne powroty… z roboty.

Jest po 9 rano. Piję kawę bo mam błyska, więc klepię wpis. Choć powinienem spać po pracy, lecz dygam z lekka, że jak teraz nie zapiszę, to uleci z jełopy. Wiadomo średni luzik.

Plac zamkowy w Lublinie.

Jest w tym dla mnie jakaś magia. Takie hokus – pokus. Już te ostatnie godziny przed fajrantem, gdzieś jeszcze na granicy nocy i dnia, potrafią mnie zaskoczyć. A sam powrót, gdy idę wolnym krokiem, z błogim uśmiechem na koparce… No bo mnie się przecież nigdzie nie śpieszy.
Po raz pierwszy ta magia poranka chyba tak naprawdę mnie zaczarowała w 97 roku. Pierwsze dźwięki i kolory Puszczy Solskiej i Pogórza Przemyskiego. No ale to była letnia włóczęga przed siebie. A praca?
To był koniec 1998 roku. Wysiedliśmy z kumplem Andrzejem 2 listopada o godzinie 5 rano na dworcu w Gdańsku. Następnego dnia pracowaliśmy już w Stoczni Marynarki Wojennej na Oksywiu w Gdyni. Tak, tak pracowałem w stoczni. Krótko, bo krótko, ale pracowałem. Śmieję się czasem, że mam wszystkie uprawnienia prezydenckie. I gdybym kandydował, to mógłbym je wymienić w sloganie wyborczym. No przecież jak jeden z prezydentów w stoczni pracowałem, nie jeden płot przeskoczyłem, kabelki plątaczyłem. A raz to nawet pół Orzechówka  prądu pozbawiłem, gdy wrzuciłem linkę stalową na linię energetyczną.
No dobra wracam do stoczni. Pracowałem na nocnej zmianie, od 19 do 7 rano. By złapać chwilę spokoju, wychodziłem za zewnętrzną burtę suchego doku. I po zrzuceniu skroplonych emocji do basenu portowego, oddzielony grubą burtą, odpalałem papierosa wsłuchany w spokój miasta.

Zamek lubelski.

Dziś mnie tak wzieło gdy kończyłem pracę. A może tak sobie potuptam do chałupki. I tak krok za krokiem, powoli szedłem przez zmarznięty Lublin. Mijałem ludziów spieszących się, z brodami wciśniętymi w szaliki lub kołnierze. Trochę mroziło z rana, -10 stopni. Często żałuję w takich momentach, że nie mam ze sobą aparatu. Ten w telefonie – to popierdułka.

Brama Grodzka.

Jest jeszcze jeden powód dla którego lubię poranne powroty z pracy. Muszę się wyspać, a w dzień szczególnie gdy Pokemuny są w szkole, to jest błoga cisza i spokój. Nikt nic (no chyba że upierdliwy telefon) ode mnie nie chce. Tylko cicho sza… po co Żona ma o tym wiedzieć. Zaraz zacznie knuć sprytny plan, jak mi ten relaks zorganizować lepiej.

26 myśli w temacie “Jak ja lubię poranne powroty… z roboty.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *